Wena i Raven

Opowiadania, które wciągają wszechświat

Syndykat

Przyszłość. Bliższa niż Ci się wydaje.

– Zbliżamy się do powierzchni – oznajmiła pokładowa SI.
– Doskonale – wprowadziła współrzędne lądowania na dotykowej konsoli statku – szefie, szykuj się – powiedziała przez mikrofon przymocowany z tyłu ucha i pociągnięty kablem, tak by znajdował się koło ust.
– Jasne. Jeśli możesz, przyjdź na chwilę do maszynowni – rzekł ktoś niskim męskim głosem .
Kobieta otworzyła śluzę, w której znajdowało się zaopatrzenie, przeszła do końca pomieszczenia i w dół, po drabinie, udała się do maszynowni. Było ciemno. Jarzyły się tylko kontrolki.
– Szefie? – zagadała niepewnie.
– Włącz światło.
Żarówki na suficie rozbłysły pod wpływem komendy.
– Co znów testujesz szefie ?
– Ile razy ci mówiłem, żebyś mówiła do mnie po imieniu?
– W takim razie co testujesz Drake?
– Ulepszoną wersję cybernetycznej soczewki – odparł – spójrz tylko.
– Twoje źrenice… są jak u..
– Racja, jak u gada – dokończył Drake.
– Ale nie po to tu przyszłam? – spytała.
– Nie. Zawołałem cię , bo – przerwał – jak byś przeanalizowała dane wskazujące nasz kontakt z Ziemią na tej kontrolce?
– Wygląda na to, że wszystkie próbki docierają, ale my nie odbieramy sygnału od nich.
– Dziwne. Cheryl, co ty o tym sądzisz?
– Nie wiem. Może SI coś namierzy?
– Wątpię – uciął – pokładam nadzieje w doświadczeniu, nie w komputerze. Chodźmy założyć pancerze.
– Skąd wiesz, że uchronią nas na każdej planecie jaką odwiedzamy?
– Sam je zbudowałem. Mają w sobie tysiące warstw nanowłókien, które stworzyłem z najbardziej odpornego pierwiastka, który w sumie też ja odkryłem. Poza tym to planeta Vexerot, nie ma na niej jakiś bardzo niesprzyjających anomalii.
– Cóż chyba ci wierzę – odparła Cheryl.
– Mam tylko nadzieję, że mieszkańcy tej planety będą dla nas mili. Kolejna walka czy postój nie wchodzi w grę.
Poszli założyć pancerze. Tysiące mechanicznych wiertarek wkręcały śruby, by zapewnić szczelność pancerza. Po pięciu sekundach nałożyli jeszcze hełmy i byli gotowi na spotkanie. Podeszli do śluzy prowadzącej na zewnątrz.
– SI, otwórz drzwi – polecił Drake.
– Dlaczego nie nadałeś jej imienia? – spytała Cheryl.
– Cóż, nie należy uczłowieczać maszyn. Zaczęłyby pytać o egzystencję i duszę. A nie ma nic gorszego niż maszyna będąca człowiekiem.
– I ty to mówisz? Przecież sam masz…
– To tylko mechaniczna proteza. Nie czyni ze mnie maszyny – przerwał stanowczo wywód Cher.
Zapadła niezręczna cisza. Zeszli ze statku. W ich stronę szła już delegacja Vexerotańczyków. Drake przybliżył widok swoimi cybernetycznymi soczewkami i zbadał obcych. Wyglądali tak zabawnie. Mieli długie szyje i małą głowę. Ich wielkie oczy zajmowały połowę twarzy, na której zwisała pomarszczona skóra. Posiadali dwie pary rąk i cztery nogi. Zbliżali się, więc Drake powrócił do normalnego widoku.
– Witajcie przybysze. W czym możemy pomóc? – spytał jeden z nich.
– Jestem Drake Hastings, a to Cheryl Williams, jesteśmy z Ziemi.
– Ziemianie! Ja jestem Dicol, to moi towarzysze. Witamy na Vexerot.
Drake miał wrażenie, że Dicol skanuje jakoś jego ciało sczytując wszelakie informacje.  Ciężko było powiedzieć czy był tylko sceptycznie czy może wrogo nastawiony.
Mężczyzna uścisnął dłoń Vexerotańczyka. Obcy zlustrował go wzrokiem. Hastings dziwnie się poczuł. Jakby był rozbierany na części. Wtem wszyscy członkowie delegacji wyciągnęli broń i wymierzyli ją w Cher i Drake’a. Kobieta też uniosła rękę, by wyciągnąć broń. Drake jednak powstrzymał ją.
– Nie jesteście ludźmi – stwierdził Dicol.
– Oczywiście, że jesteśmy.
– Twoja ręka… nie jest częścią pancerza.
– To mechaniczna proteza. Straciłem rękę, gdy służyłem w oddziałach specjalnych.
– My nie uznajemy syntetyczności. To bluźnierstwo wobec bogini Seyi! – Dicol coraz bardziej podnosił głos i kierując swoją pokraczną dłoń na spust karabinu.
– Nie wiedziałem. Proszę mi wybaczyć. Nie mamy paliwa, żeby lecieć na inną planetę. Zatankujemy tylko i już nas nie ma. Od nas zależy przyszłość planety – Drake załagodził sytuację.
– Sami jesteście sobie winni zniszczenia Ziemi, ale dobrze pomożemy – odparł z przekąsem obcy.
Dicol odwrócił się do swoich ziomków.
-Wezwać tankowce.
Nie minęła minuta i zbiorniki statku zostały zapełnione.
– Dziękujemy – Drake schylił głowę i razem z Cheryl weszli na pokład statku. SI zamknęła śluzę i wystartowała autopilotem.
– Proszę ustalić współrzędne lotu.
– Lecimy na Ziemię, SI – odparła Cher.
– Nareszcie – powiedział Hastings.
– Nie wspominałeś mi o oddziałach specjalnych – zaczęła rozmowę, podczas ściągania pancerzy.
– Nie ma o czym mówić. Byłem młody i głupi. Na szczęście odkryto mój naukowy potencjał.
– Młody i głupi? Mówisz jakbyś był staruszkiem a masz dwadzieścia siedem lat.
– Problem w tym, że według sondaży to połowa życia człowieka. Drugie tyle i będę gryzł ziemię.
-Nie przesadzaj, trochę optymizmu, może na Ziemi już wynaleźli eliksir nieśmiertelności – odparła Cheryl.
-Ha ,może – zaśmiał się Drake.
– Za pięć godzin będziemy na Ziemi – oznajmiła SI.
– Będę w swojej kajucie – poinformował Drake.
Usiadł przy biurku. Od dwóch lat szuka sposobu na uratowanie Ziemi. Pobierał różne próbki, by potem, gdy już wróci, zbadać je w gmachu swojej firmy. Może już je ktoś bada? Od roku nie dostał żadnej odpowiedzi z rodzimej planety. Czy wszystko poszło na marne? Popatrzył na bałagan ogarniający całe biurko. Zagarnął wszystkie rzeczy ramionami i zrzucił je na posadzkę. Usłyszał dźwięk tłuczonego szkła. Zaczął grzebać w stertach papieru. Ramka rozbiła się na drobne kawałki. Na szczęście zdjęcie ocalało. Fotografia jego żony. Westchnął. Od roku tylko jedno pytanie zaprzątało mu głowę. Czy ona jeszcze na niego czeka? Czy jak wróci do domu, drzwi nie otworzy mu mężczyzna, z którym ułożyła sobie życie na nowo? Czy ucieszy się na jego widok? Tak bardzo za nią tęsknił. I tak bardzo się bał, że jak już ją zobaczy, to będzie z innym. Pocałował zdjęcie, pogładził i schował je do kieszeni swojej skórzanej kurtki. Z rozmyślania wybiła go Cher, która weszła do kajuty.
– Drake, boję się.
– Czego?
– Tego co zastaniemy na Ziemi. A jeśli już będzie za późno?
– Musimy mieć nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Sami zgotowaliśmy sobie ten los. Wszyscy politycy uważają, że trzecia wojna światowa była jedynym rozwiązaniem. Tylko szkoda, że żaden nie powiedział publicznie, że będzie to wojna jądrowa. Nie wiem jak można wziąć na siebie odpowiedzialność zniszczenia planety, która dawała nam życie. Niestety zwykli ludzie nie mogli nic na to poradzić.
– Masz rację. Politycy to monstra.
– Nie wiem co im to dało. Narody są przechowywane w osobnych bunkrach i nie mają ze sobą łączności. Genialne zapobieganie kłótniom – Drake skrzywił się.
– Lubię siedzieć w twojej kajucie. Masz tu genialny nowoczesny wystrój. Uwielbiam taki klimat – Williams zmieniła temat. Nie lubiła rozmawiać o trzeciej wojnie światowej.
– Ja się w nim duszę – przyznał Hastings – co za paradoks. Źle czuję się w nowoczesności a sam ją tworzę – spojrzał na swoją protezę.
– Jak to się stało? – zapytała Cher i skinęła głową, kierując wzrok na mechaniczne ramię szefa.
– Terroryści włączyli bombę w miejscu ewakuacji. Chcieliśmy zapobiec eksplozji, żeby móc bezpiecznie przetransportować cywilów do bunkru. Nie zdążyliśmy. Urwało mi rękę. W szpitalu zastąpili mi ją protezą. Potem, gdy rozpocząłem karierę naukowca, ulepszyłem ją po swojemu.
– Jakim cudem tak się przekwalifikowałeś?
– Sam nie wiem. Zawsze byłem tym zainteresowany i potrafiłem zrobić wiele dziwactw. A ty co robiłaś przed skażeniem?
– Pracowałam jako ochroniarz.
– Kogo pilnowałaś?
– Wielu ludzi. Ostatnim był jakiś bankier, ale tylko tyle wiem, bo nie wchodzę w znajomość z klientami.
– Rozumiem, pełen profesjonalizm – uśmiechnął się lekko.
– Zostały dwie godziny lotu – poinformowała SI.
–  Spróbujmy nawiązać kontakt z Ziemią – poszli do maszynowni.
– Nic z tego. Są ogromne zakłócenia.
– Cholera – przeklął Hastings – w takim razie nie pozostaje nam nic innego jak czekać.
-Ja nadal będę próbowała się połączyć – stwierdziła Cheryl.
Zostawił to bez komentarza, pochłonięty własnymi myślami. Usiadł na skórzanej sofie i obserwował kosmos przez ogromne, przezroczyste niemal okna. Byli już w Układzie Słonecznym. Wpatrywał się w piękną, nieskończoną przestrzeń. Różnorodne obiekty mijały statek. Od gwiazd po meteoryty. Z daleka widać było jarzące się słońce. Bliżej znajdowała się planeta odkryta jeszcze przed wojną, którą miał okazję odwiedzić. Ludzie nawet mieli tam bazę, dopóki nie wybuchły bomby jądrowe. Wtedy cała kosmiczna własność Ziemi została odebrana. Ludzie złamali zasady Konwencji  Międzygalaktycznej, która dotyczyła wszystkich tworów galaktyk, w tym również człowieka. Inne rasy zaczęły gardzić ludźmi. Były jednak wyjątki. Niektórzy dyplomaci pomagali ludziom. Razem z nimi szukali rozwiązania dla Ziemi. Drake przypomniał sobie chaos jaki zapanował na Ziemi, kiedy doszło do skażenia przez wybuchy bomb jądrowych. Nie trzeba było umierać, żeby przeżyć piekło. Panika, która ogarnęła ludzi, wpędzała ich w głębokie szaleństwo. Teraz dzieci płaciły za zbrodnie rodziców, a właściwie polityków, którzy postanowili iść na łatwiznę. Po tych czasach został tylko gniew i rozpacz. Życie w bunkrach – pułapkach było okropne. Przynajmniej według Drake’a. Czasem żałował, że nie umarł w czasie wybuchu. Nie musiałby znosić ograniczeń wolności tworzonych przez bunkry i polityków, którzy nimi rządzą.  Im bliżej był Ziemi, tym bardziej bał się tego co zobaczy. Tym bardziej tęsknił za żoną i modlił się, by na niego czekała. Obiecał jej, że wróci za rok. Termin uległ wydłużeniu przez awarię statku, ale czy ona to zrozumie? Był też ciekaw jak prosperuje jego firma pod nadzorem wiceprezesa, którym był jego serdeczny przyjaciel. Miał nadzieję, że korporacja analizowała już przesłane próbki i będą o krok bliżej ratunku dla Ziemi.
Poszedł do kabiny pilota.
– Cheryl możesz przyspieszyć?
– Jasne – pociągnęła za dźwignię.
Światło emanujące z gwiazd rozmazało się.
– Szósta prędkość kosmiczna osiągnięta. Pozostały czas lotu to około piętnaście minut – odezwała się SI.
Widzieli już Ziemię.
– No proszę… nasza planeta w całej okazałości. Szkoda tylko, że jest czerwono szara – mruknął Drake.
– Może nasze próbki coś na to poradzą, nie możemy tracić nadziei – rzekła Williams.
– Racja. Co do próbek. Weźmiemy jedną z powietrza. Wyślemy łazika.
– Dobry pomysł. Przełączam się na autopilota. Zaraz wejdziemy w atmosferę.
Drake siadł na drugim fotelu pilota i zapiął pasy. Pomagał na tyle, na ile pozwalała mu wiedza.
– Włączam światło, bo widoczność jest mocno ograniczona przez – przerwała – właściwie co to?
– Pył radioaktywny. Pewnie dlatego nie było łączności. Poślę łazika.
Mechaniczna proteza Hastingsa rozsunęła się i na cienkiej lince jego dłoń powędrowała do przycisku uaktywniającego łazika.
Cheryl wystraszyła się.
– Spokojnie, kontroluje to – powiadomił ją Drake.
– Jak? – spytała.
– Wszczepy  łączą moje nerwy z komputerem protezy. Mam jeszcze małą wyrzutnię rakiet, ostrze i promień desyntezujący.
– Wszyscy naukowcy są tak szaleni?
– Ja to jestem pikuś w porównaniu z Lukiem Turnerem z Turner Enterprises. Jego firma jest moją największą konkurencją. Ja wspomagam protezami i wszczepami ludzi chorych. On namawia wszystkich do ulepszania ciała i nie mówi nic o konsekwencjach.
– Łazik już wrócił – powiedziała Williams po pięciu minutach.
– Zleć niżej, ja spróbuję nawiązać kontakt.
– Tu statek RU-204 wracający z misji pod kryptonimem Saving. Proszę o upoważnienie do lądowania.
– RU-204 nie słyszymy Was wyraźnie, poczekajcie na autoryzację.
Nagle radio zamilkło.
– Co się dzieje, że nie wpuszczają nas tyle czasu? – spytała Cher.
– Nie wiem, możliwe, że już nie oczekiwali naszego powrotu – rzekł Drake z napięciem w głosie.
– Podaj kod autoryzacyjny misji – usłyszeli znów z lekkimi zakłóceniami.
-Cholera był długi, czy ja go pamiętam – zwrócił się do swojej podwładnej.
– Szefie, wszystko w twoich rękach.
-Heh, dzięki za presję – powiedział z lekkimi wyrzutami.
-A450BKNWEM28105……-zamilkł na chwilę
– Tak i co dalej? – odezwał się głos z radia.
– GFED0091267…-znów przerwał – Boże nie pamiętam ostatnich czterech cyfr – powiedział sam do siebie – skup się, Drake, skup się.
– Potrzebujemy jeszcze czterech cyfr – głos z radia nie dawał za wygraną – jest tam kto?
-POA1! – krzyknął Drake i złożył dłonie w błagalnym geście.
Cisza. Zero odzewu. Serce Hastingsa zaczęło bić w niewyobrażalnym tempie.
– No dawaj tą pieprzoną autoryzację – Cheryl też już nie wytrzymała.
– Daleko Wam się zawędrowało. Macie pozwolenie. Pokieruję was. Skręćcie o 30 stopni w prawo i skierujcie się na północny wschód. Bez odbioru.
– Jesteśmy w domu – ucieszył się Hastings i objął Cheryl.
-Tak, wróciliśmy ! – krzyknęła Williams.
Wlecieli przez śluzę zewnętrzną bunkra i zadokowali statek. Drake zabrał próbkę, którą pobrał łazik, fotografię żony i teczkę z niezbyt dokładną analizą poprzednich próbek(laboratorium na statku było dosyć ubogo wyposażone). Wyszli z pokładu statku. Na kontrolę z wewnętrznej śluzy wyszedł oddział medyczny i kilku żołnierzy.
– Panie Hastings, myśleliśmy, że statek się rozbił – odezwał się jeden z wojskowych.
– Istotnie. Przeżyliśmy tylko my. I tylko nam udało się wrócić na Ziemię – Drake spuścił wzrok i pomyślał o tych wszystkich, którym nie było dane być tu i teraz.
– Lekarze zabiorą Was do kliniki. To będą rutynowe badania.
– Tak jest – zasalutował Drake.
Zaraz za wewnętrzną śluzą był szpital. Zostali zbadani i zważeni.
– Wszystko w normie – powiedział im lekarz – możecie wrócić do domu.
Cheryl i Drake wyszli przed klinikę. Powitało ich miliony fleszy. Jak to możliwe, że tylko 10 minut po przylocie już wszyscy wiedzieli? Na szczęście Hastings miał cybernetyczne soczewki. Na szczęście. W innym wypadku chyba by oślepł. Cheryl się zasłoniła. Panował istny chaos. Dziennikarze przekrzykiwali się wzajemnie. Z tłumu wyszedł wiceprezes korporacji Hastings Industries.
– Zwołamy konferencję prasową, teraz dajcie im spokój – powiedział dyplomatycznym tonem.
– Damon Rebel, mój przyjacielu!
– Witaj Drake – przytulił się do Hastingsa i poklepał go po plecach.
– Cheryl – Damon pocałował ją w policzek.
– Trochu wam zeszło, by wrócił – powiedział Damon.
– Tak, nie wszystko da się przewidzieć – podsumował Drake, nie chciał na razie rozmawiać o tym, co się stało.
Dziennikarze rozpierzchli się. Teraz Drake mógł popatrzyć na miasto. Przeżył szok . Obracał się wokół własnej osi i nie mógł się nadziwić, że w ciągu około dwóch lat krajobraz tak diametralnie się  zmienił. Miasto miało siedem pięter (o ile Drake dobrze policzył). Na niemal każdym budynku jarzył się neonowy napis. Sklepienie miasta imitowało niebo. Była noc. Większość budowli miało metaliczny szaro niebieski kolor. Nad ulicami co jakiś czas leciał samochód. Granice powietrznej drogi wyznaczały przezroczyste rury, którymi płynęło światło. Wyżej nad nią pędziło zdalnie sterowane metro.
– Zmieniło się tu trochę, nie? – spytał Damon.
– Trochę?! – wybuchła Cher – nie poznaje naszego bunkra.
– Ja też. Gdzie nas prowadzisz? – zadał pytanie Hastings.
– Do mieszkań. Musicie odpocząć. Odprowadzimy najpierw Cheryl. Już niedaleko.
Skręcili w prawo. Szli jakąś boczną, wąską uliczką. Kolejny raz skręcili. Damon stanął przed  szarą ścianą, która okazała się windą. Drzwi rozsunęły się. Cała trójka weszła do środka.
– Witamy Damonie Rebel. Witamy… błąd danych – odezwała się SI.
– Błąd danych? – zdziwiła się Williams.
– Przypominam Ci, że w aktach jesteśmy trupami. Tak samo jest w bazie danych – powiedział Drake.
Winda zatrzymała się.
– Na wprost windy Cher – poinformował Damon.
– Dzięki. Do zobaczenia w pracy chłopcy.
– Cześć – odpowiedzieli naraz.
Zjechali w dół i wyszli na zewnątrz.
– Analizujecie próbki, które przesłałem? – spytał Hastings.
– Tak, ale jest problem.
– Jaki?
– Jak to powiedzieć…- przerwał Damon – Turner skumał się z rządem. Zrobili nam inspekcję i okazało się, że łamaliśmy prawo mając próbki w firmie.
– Co?! Jak to ?! – obruszył się Drake.
– Działamy przeciw prawu.
– Jakiemu prawu? Z tego co wiem podlegamy prawu galaktycznemu.
– Otóż prezydent uchwalił konstytucję, w której jest paragraf dotyczących próbek poza ziemskich. Przetrzymywanie i badanie ich jest surowo zabronione. Przyszli funkcjonariusze z Centralnej Kontroli Obywatelskiej i – znów przerwał – cholera przykro mi, ale wydali nakaz zamknięcia twojej korporacji. Mamy tydzień na zabranie swoich rzeczy.
– Niemożliwe, przecież chciałem tylko uratować naszą planetę – dotarło do niego, że wszystko co robił, zostało zaprzepaszczone. Stracił czas, którego nigdy już nie odzyska.
– Dlaczego nie próbowałeś ich powstrzymać? I co z próbkami? – spytał po chwili milczenia.
– Odkąd Turner ma kontrakt z rządem ciężko mu podskoczyć, trzyma wszystkich w jednej dłoni. A co do próbek, zataiłem ich ilość i zachowałem te, które wydają mi się użyteczne.
– Dziękuję! Jesteś wielki – ulżyło mu trochę – Turner jest aż taki potężny?
– Oj tak, przekonasz się o tym niebawem. Mam nadzieję, że uda nam się przeanalizować próbki i że nikt się nie połapie z moim przekrętem –rzekł Damon nieco zmartwiony i skołowany całą tą sprawą.
– Pora na nasz podziemny, tajny kompleks – oznajmił Drake.
– I myślisz, że tego nie zobaczą? – spytał Rebel.
– Pożyjemy, zobaczymy. Muszę kontynuować ratowanie Ziemi. Zbyt dużo ludzi zginęło w jej imieniu. A co z Inez?
– Załamała się twoją śmiercią. Zrezygnowała z pracy. Wpadła w głęboki dołek. Pomagałem jej jak mogłem. Razem z Carą opiekowaliśmy się nią. Teraz już się nie musi martwić.
– Nie ma – to słowo nie mogło mu przejść przez gardło – nie ma innego faceta?
– Nie. Od kiedy wie, że nie żyjesz, prawie wcale nie wychodzi z mieszkania.
– Wspomniałeś coś o Carze. Dalej jesteście razem?
– Lepiej – pokazał Drake’owi obrączkę na serdecznym palcu prawej  dłoni.
– Przegapiłem ślub własnego przyjaciela? Nie wierzę – Hastings uśmiechnął się.
– To jeszcze nie wszystko. Mam córkę.
–  No nie! Tego już za wiele! Gratuluję, stary!
Znów weszli do windy. Tym razem jechali tylko dwa piętra.
– To tam – Damon  wskazał palcem mieszkanie – powodzenia i będziemy w kontakcie.
– Dzięki.
Drake podszedł do drzwi mieszkania. Wziął głęboki oddech. Serce podeszło mu do gardła. Wyciągnął z kieszeni klucze. Ręce tak mu się trzęsły, że nie mógł trafić do zamka. Nie dał rady, więc sprawdził czy są otwarte. Nacisnął klamkę i wszedł po cichu. W mieszkaniu niewiele się zmieniło. Kolor ścian był ten sam. Jedynie atmosfera uległa zmianie. Czuł smutek i kompletną beznadzieję. Zdjął kurtkę i powiesił ją na wieszaku. W salonie telewizor nadawał na cały głośnik. Popatrzył na niską komodę, stojącą w krótkim przedpokoju. Na niej postawiona była ramka ze zdjęciem z ich ślubu. Po stronie, na której widniał Drake, przyklejona została czarna kokardka. Już wiedział co się zmieniło. W tym domu od bardzo dawna nie było jego . Szedł w głąb mieszkania. Przekroczył próg salonu. Na sofie siedziała jego żona i wpatrywała się w wiadomości. Reporter mówił o nim. Oparł się o futrynę i wpatrzony w Inez badał ją wzrokiem. Wcale się nie zmieniła. Jej ciało nadal było zgrabne i pełne wdzięku. Czarne, trochę rozczochrane włosy opadały na jej blade ramiona. Słychać było, że szlocha. Gdy się czymś przejęła, zawsze przygryzała dolną wargę. Tak robiła i  tym razem.
– Inez – odezwał się.
Odwróciła się w jego stronę. Dobrze wiedziała do kogo należy ten łagodny, niski głos, ale nie mogła w to uwierzyć. Spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami. Były podkrążone, a białka czerwone od płaczu.  Zakryła dłonią usta i rozpłakała się. Podszedł bliżej. Nie za bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Czuł, że ją kocha, ale z drugiej strony tyle był nieobecny w jej życiu. Usiadł przy niej i objął ją.
– Cały czas miałam nadzieję – płakała jak dziecko.
– Jestem. I już nigdy cię nie opuszczę – pocałował ją w czoło i sam się rozpłakał.
– Dlaczego dwa lata? – jej oddech uspokoił się na tyle, by mogła spytać.
Drake otarł łzy.
– Awaria statku. Przeżyłem tylko ja i Cher.
– Nie mogłeś dać jakiegoś znaku?! Nawet nie wiesz co przeżywałam!
– Kochanie, gdybym mógł, to bym dał. Próbki się wysyłały, ale nic poza tym. A wysyłanie próbek można było ustawić synchronicznie, więc stwierdzili, że komputer nie uległ zniszczeniu, a załoga zginęła.
– No tak to nie twoja wina. Obiecaj mi, że już nigdy nie wylecisz tak daleko.
– Obiecuję – przysiągł.
– Zmieniłeś się – spojrzała na niego uważnie – skąd ta blizna? I twoje oczy.
– Tak, to wszystko przez awarię. Zostaliśmy zestrzeleni. Wszyscy zginęli.
– Przykro mi, ale wiesz, że Cię kocham? – spytała szeptem.
– Tak, wiem. Nie wiem czy już od teraz możemy wrócić do tego co było. Oboje się zmieniliśmy przez te wydarzenia, ale postaram się, żeby wszystko było jak dawniej. Co u ciebie? – zapytał.
– Teraz, gdy jesteś,  już wszystko dobrze. Przeżywałam piekło, ale teraz może być tylko lepiej  – zamilkła na chwilę jakby chciała przemyśleć co powiedziała – Wiesz, że jutro jest rozprawa w sprawie zamknięcia Hasting Industries?
– Co?! Damon mi nie powiedział. Zadzwonię do niego.
Po rozmowie znów usiadł koło żony.
– I jak? – spytała.
– Wykręcał się, ale w końcu się zgodził bym ja też był obecny. Muszę się wyspać, więc idę pod prysznic.
– Nie musisz. Twój wynalazek użytkują wszyscy w bunkrze.
– Naprawdę? Mój mundabitator działa?
– Tak. Zużywamy dzięki temu mniej wody.
Poszedł do łazienki i zdjął z siebie ubrania. Wszedł do kabiny. Nacisnął przycisk. Promienie świeciły na jego ciało i usuwały każde zanieczyszczenie na skórze, a także niepożądane związki chemiczne. Nazwę wymyślił z łaciny gdzie mundabit znaczy oczyszczać. Sam nie wiedział czemu, ale lubił łacinę. Ten język miał taki dumny, starożytny charakter.  Udał się do sypialni, ale drzwi zastawiła mu żona.
– Czemu nie chcesz mnie wpuścić? – zapytał już myśląc, że stali się dla siebie aż tak obcy.
– Mam niespodziankę. Światło – w pokoju rozjaśniło się, ale wciąż panował półmrok.
Oczom Drake’a ukazało się łóżeczko dziecięce zaraz obok ich łóżka. Podszedł bliżej i zobaczył smacznie śpiące w nim niemowlę. Miało zaciśnięte piąstki a w buzi delikatnie poruszał się smoczek. Usiadł z wrażenie. Totalnie go zatkało. Łzy zaczęły mu napływać do oczu. Wstał i cicho podbiegł do żony. Przytulił ją jak najmocniej potrafił jednocześnie starając się nie sprawić jej bólu.
– Jak to się stało? Przecież lekarz powiedział, że nie ma szans, byś zaszła w ciążę – spytał po chwili.
– Cud. To był cud, kochanie. A teraz śpij. Jutro ważna rozprawa. Dobranoc – rzekła Inez i przybliżyła się do jego twarzy nie wiedząc czy może go pocałować czy nie. Widząc jej wahanie Hastings przejął inicjatywę i cmoknął ją w usta. To było jak pierwszy wstydliwy pocałunek, jak gdyby dopiero się poznawali. Podszedł do łóżeczka i pogłaskał dziecko po główce.
– To chłopiec czy dziewczynka? – spytał.
– Dziewczynka – odparła Inez.
– Ma imię?
– Nie mogłabym sama podjąć decyzji.
– Lynn, nazwijmy ją Lynn – stwierdził Drake.
– Naprawdę? Myślałam o tym samym. Jutro pójdę ją w końcu zarejestrować.
– Świetnie. Idę spać, bo za dużo wrażeń jak na jeden dzień – uśmiechnął się niewyraźnie, raz jeszcze pocałował żonę oraz córkę i zapadł w głęboki sen.

Obudził się dosyć wcześnie. Mimo to był wyspany. Wstał bezszelestnie i poszedł przygotować śniadanie. Bardzo się zdziwił, gdy otworzył lodówkę i okazało się, że są w niej tylko pudełka od tabletek. Wrócił do sypialni. Bał się, że jego żona jest uzależniona.  Inez jeszcze słodko spała. Mocno zaniepokojony całą sytuacją postanowił ją obudzić.
– Inez skarbie, co robią te tabletki w lodówce?
Podparła się na łokciach.
– To jest jedzenie – oznajmiła.
– Jedzenie?! Aż tak się uzależniłaś?! – wybuchnął, a potem skarcił się w duchu, że może obudzić córkę.
– Kochanie to tabletki o smaku jedzenia. Wykorzystane są w nich nanokulki, do których wpakowano kalorie.
– A ja się wystraszyłem. Nie było mnie dwa lata, a nie ma już nawet normalnego jedzenia. To wystarczy, że połknę taką pigułkę i nie będę głodny?
-Tak.
Poszedł do kuchni i wypił tabletkę o smaku chleba z szynką. Do czego tu doszło, że nawet zwykłej szynki zjeść nie można? Wrócił poirytowany do sypialni i przygotował garnitur.
– Będę trzymać kciuki, żeby rozprawa zakończyła się pomyślnie.
– Ja mam dziwne uczucie, że nie zakończy się po mojej myśli, ale dziękuję za podtrzymanie na duchu.
Kiedy już się ubrał i postawił włosy na żelu, wrócił do sypialni i pożegnał się z żoną, składając pocałunek na jej ustach.
Jak tylko wyszedł na ulicę, czekał na niego Damon.
– Cześć. Udała się niespodzianka?
– Wiedziałeś, że mam dzieciaka? – zdziwił się Drake.
– Owszem. Ale nie chciałem psuć ci niespodzianki, teraz jednak skupmy się i chodźmy do sądu.
Nie minęło długo, a już stali pod ogromnym gmachem.
– Oto chwila prawdy – rzekł Hastings i wziął głęboki oddech.

**********************************************************

Dzień wcześniej
– Musi pan sprawić, by przegrali – sędzia Jones usłyszał słowa od hologramu – to rozkaz prezydenta.
– Rozumiem, ale jak? Ma najlepszych adwokatów – powiedział sędzia.
– Nie interesuje mnie to – najlepiej, żeby pan go nie słuchał i akceptował wszelkie sprzeciwy prokuratury. Trzeba też sprowadzić moich klientów na ławę oskarżonych.
– Ale czy to da nam pewne zwycięstwo?
– Sądzę, że tak.
– Dlaczego tak wam na tym zależy?
– Zadaje pan za dużo pytań. A chyba wie pan doskonale co się robi takim ludziom jak pan w mojej firmie?
– Tak, przepraszam.
– Proszę o skuteczność. W innym wypadku zostanie pan wydalony z urzędu Głównego Sędziego. Rozumie pan?
– Tak.
– W takim razie, lepiej dla wszystkich, gdy się panu uda. Dowidzenia.
Hologram zniknął. Jones zaczął sprowadzać ławę przysięgłych i najlepszych prokuratorów. Naprawdę, byłoby lepiej gdyby wygrali tę sprawę.

**********************************************************

– Nie mogę w to uwierzyć, przegraliśmy – powiedział rezygnująco Damon po rozprawie.
– Nie słuchali żadnych argumentów! Każdy sprzeciw został zaakceptowany! Gdzie się podziała sprawiedliwość?! – spytał retorycznie Drake.
– Co teraz zrobimy?
– Sprzedamy budynek i wszelkie sprzęty, zapłacimy odszkodowania pracownikom i poszukamy nowej pracy. Najpierw jednak dowiem się dlaczego rozprawa przebiegała tak podejrzanie. Zauważyłeś, że wszyscy w ławie przysięgłych mieli wszczepy? Co lepsze nie pamiętam ich jako moich klientów, a to może oznaczać tylko jedno.
– Sugerujesz, że Turner maczał w tym palce? – spytał Rebel.
– A kto odniesie najwięcej korzyści na upadku mojej firmy niż on?
– On jest zły do szpiku kości. Ma oczy i uszy wszędzie. Nie zaczynaj Drake. Wiesz dobrze co ci grozi – Damon ostrzegł przyjaciela.
– Wiem, że jest zdolny do wszystkiego, ale nie zamierzam występować w milczącym chórze. Jeśli coś knuje, zdemaskuje go.
– Wchodzisz w niezłe gówno. Rozumiem, chcesz zostać bohaterem, ale w inny sposób. Mamy próbki. Pora wypróbować nasz podziemny kompleks.
– Ciekawe jak, skoro nawet nie mamy już dochodów – rzekł chłodno Hastings.
– Rob wszystko co możesz, by uratować Ziemię, ale nie mieszaj się w Turner Enterprises, błagam.
– Daleko jeszcze do stacji OTTV? – zmienił temat, gdy szli na konferencję prasową.
– Nie, jest za tą ulicą.
Powitał ich ochroniarz. Sprawdził czy posiadają broń i pokierował do sali konferencyjnej. Dopilnował też, żeby zajęli przeznaczone dla nich miejsca. Drake był zamyślony. Łączył fakty.

Po konferencji prasowej Drake i Damon poszli do baru.
– Będziemy pić whisky w tabletkach? – spytał ironicznie Drake.
– No co ty. Gdyby zrobili to co zjedzeniem, chyba wybuchłaby wojna domowa – prychnął Damon a po chwili znów spoważniał – chociaż coś wisi w powietrzu. Podzielili nas na dzielnice. Ci ze wszczepami i bez. Oddziela nas granica, której człowiek bez wszczepów nie przejdzie, bo mechanizm ich nie wyczuwa.
– A więc wszczepowcy mają przywileje?
– No na to wygląda.
– Zachęcają ludzi, żeby  się syntetyzować, sprytne. Tylko pytanie po co?
– Drake skończ z tymi teoriami spiskowymi – powiedział Damon z grymasem w głosie.
Wypili dwie butelki piwa i wyszli na miasto. Podbiegła do nich młoda kobieta.
– Pan Drake Hastings? – spytała.
– Trudno mnie nie znać – uśmiechnął się krzywo.
– Niepokoją mnie pewne fakty. Chciałabym je z panem omówić.
– A właściwie czemu miałbym pani cokolwiek mówić? Nawet pani nie znam. – odparł Drake i skrzyżował ręce na piersi.
– Jestem Amanda Johnson. Pracuje dla wolnych mediów. Można powiedzieć też, że jestem detektywem. Badam prawdziwe przyczyny zdarzeń.
– Interesujące.
– Pójdziemy do Central Parku?
– Jasne, Damon – zwrócił się do przyjaciela – spotkamy się w firmie.
– Tak, do zobaczenia – rzekł Rebel i poszedł w przeciwną stronę.
– Co chce pani wiedzieć? – spytał Drake z uśmiechem.
– Jak dotrzemy na miejsce. Tutaj nie jest bezpiecznie. Wszędzie chodzą agenci Centralnej Kontroli Obywatelskiej.
Zgodnie z wolą dziennikarki szli w milczeniu, aż doszli do Central Parku. Usiedli na ławce oddalonej od miejskiego szumu.
– A więc co panią niepokoi? – spytał Drake.
– Przebieg rozprawy, utworzenie granicy między wszczepowcami a naturalnymi ludźmi, działalność Turner Enterprises, zachowanie ludzi po wszczepianiu implantów i wiele innych czynników.
– Widzę, że coś nas łączy. Pani pierwsza.
– To będzie długa historia – odparła – zacznijmy od rozprawy. Ława przysięgłych składała się z wszczepowców. Sprawdziłam każdego po kolei. Wszyscy byli klientami Turnera. Sędzia akceptował wszelkie sprzeciwy, chociaż wasza argumentacja była racjonalna. Włamałam się do bazy danych Kontroli Obywatelskiej. Dzień przed rozprawą dzwonił do Sędzi Głównego tajemniczy rozmówca z zastrzeżonym numerem, którego nie zdołałam namierzyć. Teraz wszczepowcy. Mają więcej przywilejów. Dzięki temu przez media i ludzi takich jak Turner ludzie chcą mieć implanty. Myślą, że są lepsi, a podział społeczeństwa nie prowadzi do niczego dobrego, szczególnie gdy są zamknięci w bunkrach. Turner Enterprises skumał się z rządem. Podpisali kontrakt na  jakiś tajemniczy, tajny projekt. Teraz Ci ludzie. Nie wiem co im robią podczas wszczepiania implantów, ale po tym są trochę jak zombie. I jeszcze jedno androidy typu XC340 ostatnio dziwnie się zachowują.
Podczas tej długiej wypowiedzi Drake zobaczył, że Amanda, kiedy tak nawija, bardzo wszystko przeżywa i jeszcze gwałtownie przy tym gestykuluje. Ona się tym naprawdę przejmowała, a w dodatku była przekonana, że to co mówi jest prawdą, mimo że brzmiało to tak strasznie, że ciężko było w to uwierzyć.
– Skąd ty to wszystko wiesz? – popatrzył na nią przenikliwym wzrokiem.
– Mam wielu informatorów. To moi zaufani przyjaciele.
– A ja. Czy ja mogę ci ufać?
– Nie mam implantów. To chyba największy wyznacznik. Poza tym nie wierzę w takie stacje jak OTTV. Owijają kłamstwem jak folią każde mieszkanie. I przechodząc do sedna, jestem po pana stronie.
Mówiąc to patrzyła mu cały czas prosto w oczy. Wiedział, że mówi prawdę.
– Racja. Ja też dławię się tymi kłamstwami, które wpychają na siłę. Mówią to co ludzie chcą usłyszeć. Co pani zamierza z tym zrobić?
– Zaprowadzę przyjaciela do przeszczepu, a potem będę obserwować jego zachowanie. W ostateczności chcę go otworzyć i zobaczyć co mu zrobili.
– Może to nie będzie konieczne – wyciągnął ze swojej marynarki długopis i kartkę – proszę mi dać swój numer zadzwonię gdy czegoś się dowiem.
– Nie rozumiem.
– Nie tylko pani ma wpływy – Drake uśmiechnął się kątem ust.
Zapisała mu numer telefonu.
– Czyli mogę liczyć na pańską pomoc? – spytała.
– Jasne, zadzwonię jak tylko się dowiem.
– Dziękuję. Doceniam to co pan robi, chociaż zdaje sobie pan sprawę z konsekwencji.
– Mów mi Drake. Do zobaczenia wkrótce – wstał i oddalił się.
Jak dobrze, że są tacy ludzie jak ta Amanda. Dążą do prawdy i sprawiedliwości za wszelką cenę. Nie liczą się z konsekwencjami. Zupełnie jak on. Wyznaczył sobie tylko kilka konkretnych celów. Uratować Ziemię i dowiedzieć się co knuje Tuner z nowymi przyjaciółmi z rządu. Chciał połączyć się ze swoją wtyczką w Turner Enterprises. Wyciągnął netballa. Dzięki wszczepionemu nadajnikowi, Drake mógł porozumiewać się z tym mini komputerem za pomocą myśli. Netball był kulką posiadającą własną energię, płynącą z uwięzienia plazmy. Kręcąc się niemal niezauważalnie dla ludzkiego oka odbija promienie dwufalowe. Dzięki temu zjawisku kreuje się obraz interferencyjny. Kiedy już powstanie, mamy do czynienia z hologramowym ekranem sterowanym za pomocą myśli. Najpierw zadzwonił do informatora i umówił się dziś wieczorem w tym miejscu, gdzie zawsze się z nim spotykał.  Potem uruchomił GPS’a, żeby sprawdzić gdzie jest Hastings Industries. Okazało się, że dość daleko. Pomyślał o podróży podniebnym metrem. Wyszedł schodami  na najwyższe piętro miasta, by znaleźć przystanek. Po drodze oglądał budynki i ich układ na poszczególnych poziomach. Szlag go trafiał, gdy widział tą ich rozpaczliwą regularność. Żadnej różnorodności. Wszędzie ten sam, metaliczny, dobijający kolor.
– Cholera, mam nadzieję, że uratuję Ziemię – powiedział sam do siebie, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wolałby umrzeć, niż gnić w tym miejscu do naturalnej śmierci. Przeciskał się przez tłumy ludzi. Wszyscy na niego dziwnie patrzyli. Nie rozpoznawali go? Czy może dziwiło ich, że taki sławny człowiek jak on nie jedzie jakąś super bryką? Drake miał parę samochodów nowej generacji, ale nie miał ochoty nimi jeździć. Nie teraz, gdy jego firma upadła. Dotarł na miejsce i usiadł na przystanku. Metro bezpośrednio do Hastings Industries miało przylecieć za dziesięć minut. Wstał i podszedł do barierki. Z góry wszystko wyglądało inaczej. Niemal namacalnie można było doświadczyć potęgę cywilizacji. Hastings mógł przysiąc, że skonstruowano tak miasto celowo. Zobaczył ogromny bilboard z wiadomościami. Mówili o nim. Potem zamienili kilka słów o tajnym projekcie rządu i Turnera. Następnie przemawiał prezydent.  Mówił z dumnie podniesioną głową o Nowej Ameryce i o tym, że nadchodzą nowe, wspaniałe czasy. Zdaniem Drake’a oczy prezydenta zdradzały fałsz mowy. Patrzył niby wprost w kamerę, ale nieobecnym wzrokiem. Hastings dowiedział się także, że wszyscy funkcjonariusze Centralnej Kontroli Obywatelskiej przejdą przeszczepy, by lepiej pełnić służbę. Oczywiście wszystkie przeszczepy przeprowadzi firma Turnera. Nadjechało metro. Drake wszedł do metra. Uświadomił sobie, że większość pasażerów  to pracownicy jego firmy. Byli pogrążeni w głębokiej zadumie. Ich twarze miały smutny wyraz. Wyglądali na zdruzgotanych.
– Patrzcie, to szef – powiedział młody mężczyzna.
W głowie Drake’a rozpętała się burza. Jego umysł i uczucia zlały się w jedno. W niemoc. W całkowitą niemoc. Hastingsowi zrobiło się słabo pod gwałtownym napływem uczuć i myśli. Teraz poczuł się zdruzgotany. Z wrażenia usiadł.  Jak mógł do tego dopuścić? Tysiące ludzi straci pracę, tylko dlatego, że dał sobie związać ręce domniemanymi przepisami. Schował twarz w dłonie. To będzie najdłuższa podróż w jego życiu. Dłuższa niż te dwa lata spędzone w najodleglejszych galaktykach. Łzy napływały do oczu Drake’a. ‘’Świetnie, niech jeszcze wezmą mnie za mięczaka’’ – pomyślał. Fundament, który zbudował dla stabilności, runął. Nie mógł się powstrzymać. Wstał i płakał.
– Zawiodłem was. Zawiodłem was wszystkich! Tak bardzo mi przykro! Nie da się tego wyrazić słowami – rozpłakał się na dobre i usiadł ponownie.
Pracownicy zebrali się dookoła niego.
– Szefie, zawinił pieprzony system. Nie ty – odezwał się mężczyzna, który wcześniej zauważył Drake’a.
– Dzięki, Charlie – Hastings powiedział to tak jakby był nieobecny.
– Zawsze byłeś dla nas dobry. To naprawdę nie twoja wina. Pracowaliśmy razem i dla Ciebie. Twoja firma nie jest tylko firmą – rzekł inny.
– To także idea. Pomaganie chorym. Równe warunki bytu. My podzielamy z tobą tą ideę.
Drake przestał szlochać. To co usłyszał, głęboko nim wstrząsnęło. Odsłonił żałośnie wyglądającą twarz. Zawsze tak wyglądała, gdy płakał. Nie była smutna. Była żałosna. Zawsze.
– Nie sądziłem, że istnieją jeszcze tacy ludzie – odezwał się cicho Drake.
– Jasne, że istnieją. Sam ich wychowałeś. I mimo, że gmachu firmy już nie będzie, to zostaną ci, którzy ją tworzyli i doskonalili. Dzięki nam Hastings Industries będzie trwać – zwieńczył wypowiedź Charlie.
Drake wstał i powiedział :
– Sam bym tego lepiej nie ujął – i zaczął bić brawo.
Po chwili wszyscy poszli w jego ślady. Niebawem dotarli do korporacji. Drake od razu zlecił prawnikom wycenę budynku i sprzętu. Potem wyjechał windą na samą górę, gdzie mieściło się jego biuro. Zaczął składać swoje rzeczy. Pakował je do kartonowych pudeł. Wszedł Damon.
– No i to już koniec – powiedział nostalgicznie.
– To dopiero początek – rzekł Drake.
– Powiedz mi co mam robić szefie.
– Składaj swoje biuro. Wezwij wszystkich pracowników na około szesnastą do hali. Przy odrobinie szczęścia wtedy będziemy mieć już wycenę i będę mógł oszacować czy starczy na odszkodowania. Powiedz wszystkim pracownikom, by zaczęli się pakować. A i żeby rozmontowywali sprzęt i także go pakowali.
– Ta est – powiedział niedbale Rebel i odwrócił się do wyjścia.
– Czekaj Damon. Daj próbki, które ukryłeś.
– Jasne. Zaraz wracam.
Ledwo co wiceprezes wyszedł, Drake miał kolejnych gości.
– Szefie – odezwała się sekretarka przez mikrofon – przyszła Centralna Kontrola Obywatelska.
– Cholera, czego chcą?
– Kupić budynek z wyposażeniem.
– Co takiego?! – zdziwił się Hastings.
Na co pseudo policjantom laboratorium – zastanawiał się.
– Cóż wpuścisz ich zaraz jak dam ci znak.
Wyciągnął netballa i zadzwonił do Damona, żeby unikał funkcjonariuszy, żeby nie nakryli go z próbkami.
– Sandy, wpuść ich.
– Jasne szefie.
W dalszym ciągu pakował swoje rzeczy. Rozległo się pukanie.
– Proszę – powiedział Drake.
– Witam, panie Hastings. Jestem…
– Wiem kim pan jest. James Cooper , szef Centralnej Kontroli Obywatelskiej – przerwał Drake.
James uśmiechnął się paskudnie, odsłaniając pożółkłe zęby.
– Widzę, że pan dużo wie.
– Znacznie więcej niż wam się wydaje.
– Przejdźmy do interesów – zasugerował Cooper.
– Racja, zapomniałem, że ludziom  takim jak ty zależy wyłącznie na interesach – przedrzeźniał się Hastings i na jego ustach pojawił się triumfalny uśmiech – a więc co pana sprowadza?
– Chcemy kupić ten gmach wraz z całym wyposażeniem.
– W porządku. Moi prawnicy wszystko wyceniają. Musimy cierpliwie poczekać.
– A na pana oko. Ile to nas będzie kosztować?
– Co najmniej pięćdziesiąt biliardów.
– Aż tyle?
– Przecież was stać na wszystko – syknął Drake – ciekaw jestem po co wam, policjantom laboratoria.
– Zostanie tu przewieziony tajny projekt. Będziemy go strzec – powiedział dyplomatycznie James.
– Ach tak projekt zbudowany przez Turnera. Ciekawe co tam knujecie – Drake popatrzył przenikliwie w oczy Coopera.
– Jak już powiedziałem, to tajny  projekt – odpowiadał ze stoickim spokojem szef Kontroli Obywatelskiej.
– Wiem, nie jestem głupi – rzekł Hastings.
– Ile potrwa wycena? – zapytał Cooper
– Jak już powiedziałem, musimy cierpliwie poczekać – Drake uśmiechnął się złośliwie.
– Nie kołysz łodzią, na której siedzisz. Wylądujesz na bezrobociu – postawił kontrę James.
– I co z tego? Mam oszczędności i dostanę należne odszkodowanie. Będę mógł się obijać przez resztę mojego życia.
Zapadło milczenie. Drake wiedział, że wygrał w tej małej wymianie zdań.
– Niech się panowie rozgoszczą. Ja dalej się będę pakować.
Po dwóch godzinach wrócili prawnicy.
– Panie Hastings. Po wezwaniu zawodowców, wyceniliśmy budynek wraz z sprzętem na 55 biliardów dolarów. Nie jest pan zadłużony więc niczego pan nie oddaje – poinformował prawnik.
– Słyszał pan, panie Cooper?
– Tak. Wrócimy tu o osiemnastej i spiszemy umowę.
– W porządku. Do zobaczenia.
– Panom również dziękuję – zwrócił się do prawników.
– To tylko nasza praca. Do widzenia.
– Do widzenia.
Drake zadzwonił do Damona, że może przynieść mu próbki. Niebawem Rebel był już u niego w biurze. Szedł z próbkami. Nagle potknął się. Probówki wyleciały mu z rąk. Krew rozsadzała serce Drake’a. Ten moment. Rozbiją się czy przetrwają? Na szczęście były zbudowane z odpornego szkła. Hastings odetchnął z ulgą.
– Chcesz mnie wykończyć?
– Przepraszam szefie.
Damon schylił się po próbki. Zrobił to tak, że Drake odniósł wrażenie, że jego przyjaciel jest bardzo nierozciągnięty. Rebel podał probówki.
– Dzięki. Jak tam pracownicy?
– Pakują się. Zbliża się piętnasta, przygotuj przemówienie.
– Wiesz dobrze, że nie cierpię tego robić. To zbyt oficjalne – skrzywił się Drake.
– W porządku – uciął Damon.
Hastings zmrużył brwi. Coś było nie tak.
– Rebel, wszystko okej?
– Nie. Straciliśmy firmę. Jestem bez pracy. Jest do dupy.
– Stary, odszkodowanie starczy ci na resztę życia – próbował go pocieszyć Drake.
– Tak, ale oszaleję bez pracy – odpowiedział zimno Damon.
– Coś sobie znajdziesz. Tymczasem muszę wyjść. Spotkamy się na ostatnim przemówieniu.
– Jasne szefie.
Drake zjechał windą do głównego komputera firmy, który znajdował się w piwnicach. Był on udostępniony każdemu naukowcowi w Hastings Industries. Znajdowały się w nim plany i rysunki wynalazków czy prototypów. Rzecz jasna on jako prezes firmy posiadał drugi, komputer, ale połączył go z netballem. Zawierał on wszystkie dane komputera publicznego, ale także umowy o prace i ogólnie część związaną z biurokracją. Do tejże części miały dostęp sekretarki, ale tylko do tej. Drake dmuchał na zimne i zabezpieczył swój netball na milion sposobów. Zrobił to sam bez pomocy informatyków. Ci w każdej chwili mogli wygadać metodę zabezpieczenia. W firmie Drake ufał wszystkim, ale nie na tyle, żeby powiedzieć im o podziemnym kompleksie czy dodatkowym zabezpieczeniu. Nawet Damon nie wiedział o tym drugim. To była profilaktyka. Drake podszedł do komputera. Wymazał wszystkie dane i zniszczył serwery. I w jednym momencie wszystko szlag trafił. Wszystkie projekty i prototypy. Wszystko. Netball wysyłał do nadajnika Hastingsa sygnały, że ktoś dzwoni. Odebrał.
– Jestem na bezpiecznej linii. Nie mogę się spotkać, więc pytaj.
– Czy koordynujesz operacje przeszczepu Sawyer?
– Jasne, w czym problem?
– Czy oprócz protez wszczepiacie coś jeszcze co powoduje dziwne zachowanie u klientów?
– To jest gorzej niż dziwne zachowanie. Turner zdobywa nad nimi kontrolę poprzez wszczepianie mikrochipów. Mają za zadanie wyciszyć wszelkie objawy buntu. Są ulegli woli Turnera.
– Chyba żartujesz.
– Chciałbym. Wszyscy pracownicy są zastraszani. Nie możemy niczego zdradzić. Jeśli to zrobimy – Sawyer zamilknął.
– To co?
– Pożegnamy się z życiem.
– To jest chore – oburzył się Drake – czy wiesz co to za projekt, który Turner opracowuje z rządem?
– Nikt tego nie wie. Tylko Turner i rząd.
– Dzięki to wszystko. Żegnaj i – przerwał na chwilę szukając odpowiednich słów – nie daj się zabić tym skurwysynom.
– Postaram się Drake, trzymaj się przyjacielu.
Zaraz zadzwonił do dziennikarki.
– Amando, tu Drake. Mam newsy. Spotkajmy się tam gdzie ostatnio koło dwudziestej.
– Dobrze. Do zobaczenia.
To mu się nie mieściło w głowie. Pewnie chcieli się go pozbyć, żeby im nie przeszkodził w ich działaniach. Tylko po co kontrolują wszczepowców? Może niebawem cała Ameryka się dowie. Teraz jechał na przemówienie. Zaraz po nim wypłacał już odszkodowania z pieniędzy, które zostały w kapitale. Ponadto, żeby zrobić na złość rządowi zmotywował pracowników do drobnych usterek wyposażenia laboratoriów, by nie było chwilowo użyteczne dla psów z Turner Enterprises. Wszyscy z chęcią się zgodzili.  Teraz czekał na Centralną Kontrolę Obywatelską. Oglądał telewizję. Oczywiście leciały jak zwykle ,,breaking news’’  Jakiś android typu XC340 zabił swojego właściciela. ,,To przecież o nich mówiła Amanda’’ – pomyślał Drake. Oglądał z zapartym tchem. Androida nie udało się złapać. Mówili też o tym, że uciął jej palca. Tego było za wiele. Hastings oparł głowę o fotel i całkowicie się wyłączył. Bezmyślnie patrzył  na sufit. Zasnął. Obudziła go dopiero wiadomość, że Cooper już jest. Zaraz po tym James wszedł z umową i czekiem. Minęło trochę czasu, zanim Drake przeczytał dokładnie umowę. Potem wziął długopis i podpisał się. James wręczył mu czek.
– Macie tydzień na wyniesienie się. Miłego bezrobocia, panie Hastings – powiedział dumnie Cooper.
– Miłej pracy na maszynach panie Cooper – biedny James, nie wiedział jeszcze, że maszyny są uszkodzone.
Drake wziął czek i poszedł do banku. Bez problemu dowieźli mu pieniądze do firmy. Zgodnie z obietnicą, wszyscy dostali należne odszkodowania. On swoje od razu wpłacił na prywatne konto. To już koniec. Koniec Hastings Industries. Kiedy wychodził kolejne osoby go żegnały.  Wyszedł z firmy i już spieszył na spotkanie z Amandą. Powiedział jej wszystko co usłyszał od Sawyera, a także o androidach XC340. Oboje stwierdzili, że trzeba czekać na rozwój wydarzeń. Po spotkaniu wrócił do domu. Jakie było jego wielkie zdziwienie, gdy zobaczył androida XC340, szykującego kaszkę jego córce.
– Inez, co on tu robi?
– Kto?
– Android.
– A zapomniałam ci powiedzieć – odpowiedziała wymijająco pani Hastings.
– Zapomniałaś?! Zdajesz sobie sprawę, że dziś tego typu robot zabił człowieka?! – krzyknął Drake.
– Pewnie miał wirusa – rzekła Inez łagodnie.
– Wirusa?! A jeśli wszystkie go mają?!
– Uspokój się. Trochę wiary w ludzkość – zachowała spokój Inez.
– Jaką ludzkość? Upadłą moralnie? – nie otrzymał odpowiedzi.
Poszedł się przebrać. Wrócił z powrotem do żony.
– Nie chcę, żeby wam się coś stało – powiedział.
– Myślę, że na to już za późno, Drake – rzekł robot i wyciągnął nóż. Sekunda niefartu.
Hastings odwrócił się w kierunku androida. Momentalnie pobiegł w jego stronę. Priorytetem było uratować żonę i dziecko. Miał wrażenie, że biegnie prędkością światła. Wszystkie zmysły były skupione na androidzie. Robot już się zamachnął. Drake wbiegł w przestrzeń między XC340, a jego żoną. Na szczęście android zdziwił się i chybił, zostawiając rysę na policzku Drake’a, z której zaczęła płynąć strużka krwi. Hastings nawet nie poczuł. W jego krwi płynęła chyba największa dawka adrenaliny, jaka była możliwa. Siłował się z robotem. Mechaniczna proteza mężczyzny już celowała promień desyntetyzujący. Trafił. Ten promień był niczym innym jak przeładowaniem elektrycznym. Android padł na posadzkę. Inez rozpłakała się.
– Wszystko w porządku? – spytał.
Pokiwała tylko głową. Popatrzył na malutką Lynn. Jej też nic nie było.
– Mam złe przeczucia. W nocy przeniosę was do bezpiecznego miejsca – oznajmił Drake i pocałował żonę.
– Położę małą i cię opatrzę.
Jak powiedziała tak zrobiła. Potem Drake zapakował wszystko dla małej i trochę zapasów dla żony.  Pójdą do podziemnego kompleksu badawczego. Tam będą bezpieczni.
**********************************************************

– Połączenie bezpieczne, możemy rozmawiać – powiedział mężczyzna.
– Więc kupiłem gmach Hastingsa. Można organizować transport.
– Doskonale James. Musicie ją dobrze chronić. To najważniejsza misja jaką kiedykolwiek miałeś. Jeśli coś spieprzysz. Pożałujesz, jasne?
– Oczywiście, proszę pana. Zrobię to zgodnie z pana instrukcjami.
– Obyś miał rację. Najpierw przydziel też paru ludzi do ochrony prezydenta. Jedzie jutro na przeszczep, by ludzie brali z niego przykład.
– W porządku. Zaraz to uczynię. Kiedy mamy to transportować?
– Za tydzień. Jeszcze jakieś pytania?
– Ostrzeżenie. Nie lekceważ Hastingsa. Nie jest taki głupi na jakiego wygląda.
– Ten gnojek jest idealistą, nie zna się na tutejszym świecie. Ludzie kłamią żeby chronić moją prawdę. Nie skapnie się. Nie stanowi zagrożenia. Do zobaczenia Cooper.

**********************************************************

Po schronieniu żony i córeczki, Drake wrócił do domu. Przypomniało mu się, że Cheryl też ma XC340. Dzwonił, ale nikt nie odbierał. Po chwili ktoś do niego zadzwonił. To była Amanda. Kazała mu włączyć telewizję. Tak też zrobił. Wszędzie były wiadomości o morderstwach popełnionych XC340. Powiedziała mu, że znajomy policjant oglądał wszystkie miejsca zbrodni. Za każdym razem brakowało jakiejś części ciała. Drake stwierdził, że muszą się spotkać i umówili się w Central Parku za godzinę. Tymczasem Hastings rozebrał robota na części. Android miał mikrochip. podobnie jak klienci Turnera. Luke widocznie i w tym maczał palce. Tylko po co miałby brać ludzkie kończyny? Przy użyciu netballa i paru wyjątkowo złośliwych wirusów, Drake próbował zlokalizować transmisję danych, z której kontrolowane są roboty i klienci Turnera. Na razie na nic. Może, gdy będzie bliżej. Jeszcze raz zadzwoniła do niego Amanda.
– Słuchaj, mam złe wieści. Ktoś od ciebie robił przeszczep u Turnera. Odkryłam też, że wysłał wszystkie projekty do Turnera.
– Co?! Kto?! – chyba gorszych wieści nie mógł usłyszeć.
– Damon Rebel.
Drake czuł się tak jakby na chwilę jego dusza wyszła z ciała i ponownie wróciła. Cios prosto w serce. Osunął się po ścianie. Powiązał fakty. Dlatego dziś był taki nierozciągnięty. Ma pancerz podskórny. Dlatego trzymał go na dystans.
– Przykro mi, ale pomyśl co Turner może zrobić z twoimi projektami.
– Nic nie zrobi. To dodatkowe zabezpieczenie, o którym nawet – imię nie mogło mu przejść przez gardło – Rebel nie wiedział. Napisałem program, który zmienia projekty na niewartościowe, gdy doszłoby do przecieku.
– Jesteś genialny. Masz jeszcze jakieś wieści?
– Masz netballa?
– Chyba każdy ma.
– Wysyłam ci namierzanie transmisji danych, zlokalizuje komputer, z którego korzysta Turner do kontrolowania robotów. Daj znać jeśli usłyszysz pikanie.
– To lepiej się dziś nie spotykajmy.
– Racja do zobaczenia i uważaj na siebie.
Rozłączył się. Postanowił schować części robota w razie jakiejś rewizji. Zaskoczyło go, że Centralna Kontrola Obywatelska zaczęła wyłączać roboty. (dowiedział się o tym z telewizji). Może to tylko próba zdobycia zaufania? Musi dziś zrobić jeszcze jedno. Zadzwonić do starszych naukowców, z którymi pracował i spytać się czy nie chcieliby opatentować czegoś co pozwoli odkazić Ziemię. Po wykonaniu telefonów, Drake był bardzo usatysfakcjonowany. Większość się zgodziła. Umówił się, że dziś o północy zaprowadzi ich do laboratorium. Nie długo minęło, gdy spotkał się z naukowcami i przeprowadził ich kanałami do tajnego kompleksu. Powiedział, że będzie regularnie przynosił zapasy i zabronił im kontaktować się ze światem zewnętrznym. Po pracowitym dniu pełnym nieoczekiwanych zdarzeń, Drake dosłownie opadł na łóżko i zasnął głębokim snem.

**********************************************************

Tydzień później.

Jedyne co robił Drake przez ostatni tydzień to nosił zapasy do podziemnego kompleksu i dowiedział się o przeszczepie prezydenta oraz połowy funkcjonariuszy Centralnej Kontroli Obywatelskiej. Roboty wytoczyły wojnę ludzkości. Na szczęście zostały dostatecznie szybko zneutralizowane. Śmierć podczas tej krótkiej wojny poniosło pięć tysięcy osób. Włączył telewizję. Właśnie mówili o tajnym przedmiocie, który Turner przewozi do gmachu jego byłej firmy. Niemal natychmiast chwycił kurtkę i miał w planie pobiec na miejsce transportu. Usłyszał jednak dzwonek do drzwi. Otworzył je i zobaczył Damona. Czuł się jakby wstrzyknięto mu mieszankę tysiąca negatywnych emocji.
– Witaj przyjacielu – Rebel wyciągnął rękę do Drake’a.
W głowie Hastingsa pojawił się plan. Od razu wszczął go w życie.
Momentalnie swoją mechaniczną protezą podał dłoń Damonowi i ścisnął jak najmocniej. Pękł pancerz podskórny. Damon jęknął.
– Śmiesz przychodzić do mojego domu?! Po tym co dla ciebie zrobiłem?! Rozczaruję cię wysłałeś nic nie warte projekty! I nie żałuję, że nie pokazałem ci mojego kompleksu!
– A już myślałem, że nie poznasz prawdy nawet, gdy usiądzie ci na twarzy –Rebel uśmiechnął się pogardliwie.
– Przepraszam, jestem zajęty, muszę rozwiązać wasz syndykat zbrodni – uciął Drake.
– Nie powstrzymasz tego. Jesteś niczym w porównaniu do potęgi, którą tworzymy.
– Czasem słowo nic może coś znaczy. Zejdź mi z drogi, śmieciu.
– Nie tak szybko – Damon zwalił Drake’a z nóg mocnym kopniakiem. Hastings zmusił cybernetyczną rękę to wysunięcia metalowego ostrza w akcie samoobrony. Odwrócił się i dźgnął Rebela. Ten rozdziawił usta i wytrzeszczył oczy. Krew wypłynęła mu z ust.
– Własnego przyjaciela – wydukał zdrajca.
– Byłego przyjaciela – powiedział Drake, gdy głowa Damona opadła.
Nadal nie mógł się pozbierać po tym co się stało, ale musiał działać i to jak najszybciej.
Pobiegł pod gmach swojej firmy. Transport tej tajemnicy już było widać w oddali. Netball zaczął pikać. To coś. To kontroluje umysły. Zadzwonił do Amandy. Powiedziała tylko, że szybko muszą się spotkać. Poleciał metrem do Central Parku. Amanda jednak czekała na niego oparta o mur. Podbiegł do niej.
– Słuchaj on się zachowuje jak wszczepowcy! – krzyknęła.
– Kto?
– Prezydent. I… – głowę Amandy przebił pocisk snajperski.
Drake schował się za kontener.
– Turner – wyszeptała Johnson i skonała.
Zadzwonił mu telefon.
– Zajebisty moment – zebrało mu się na płacz.
– Hastings! Mamy prototyp, który diametralnie przyspiesza rozpad pierwiastków promieniotwórczych.
– Naprawdę? – jego ciało drżało. Nie mógł się uspokoić. Skulony, by nie narazić się strzelcowi był rozdarty pomiędzy tym co właśnie się stało a dobrymi wieściami od naukowców.
– Jak to działa? – spytał i popatrzył na ciało Amandy. Krew z dziury w głowie zajmowała coraz większą powierzchnię na bruku. Zbliżała się do niego jakby krzyczała ,,to twoja wina’’.
– Wykorzystamy sprzężenie zwrotne elektronów, dzięki czemu zwiększymy polaryzowalność atomów o pięćset procent, nawet więcej. Jeśli atomy się zdeformują otrzymamy zdrowe atomy nowego pierwiastka, nieszkodliwego.
– Brzmi logicznie. Przeprowadziliście już testy?
– Tak. Teraz trzeba to wynieść na powierzchnię.
– Zbudujcie jeszcze dziesięć takich. A potem pozwalam wam na wyjście i opuszczenie bunkra oraz uratowanie Ziemi.
Nadzieja zatliła się w sercu Drake’a. Zbliżało się najgorsze, chociaż liczył na najlepsze.
Upewnił się, że snajper już na niego nie czyha i wyszedł zza kontenera. Teraz musiał się wkraść do Turner Enterprises i odbyć rozmowę z Lukiem. Przeszedł przez ulicę, gdy nagle na bilboardzie ujrzał oddział  Kontroli Obywatelskiej strzelającej do cywilów a za nimi wszczepowców.
Będzie musiał się pospieszyć. Korporacja Turnera nie była daleko. Biegł ile sił w nogach. Nie minęło wiele i już był pod budynkiem. Przeszedł przez zapory zabezpieczające z pomocą netballa. Gówniane zabezpieczenia jak na taką firmę. Podbiegł do windy i pojechał na najwyższe piętro. Nie mylił się. Luke podziwiał swoje dzieło.
– Sądziłem, że przyjdziesz, Drake. Chociaż nie dawałem ci cienia szansy. Dlaczego akurat ty miałbyś to odkryć skoro tak wielu ludzi żyje na tym świecie?
– Gadaj, co się tu kurwa dzieje!
– Bo widzisz, chciałem stworzyć idealny świat. Zawiodła martwa natura.
– Maszyny – dodał Drake.
– Tak pieprzone maszyny. Chciałem by ludzie byli idealni. Stworzyłem – zamilkł.
– Co takiego stworzyłeś?
Turner złapał się za głowę.
– Nie mogę, nie pozwala mi.
– Kto ci nie pozwala?
– Ona – przerwał – nie mogę, boli.
Luke’a oblał pot. Miał wysoką gorączkę.
– Przysłuż się dla ludzkości ostatni raz i powiedz.
– U ciebie, zgadniesz o co chodzi, u ciebie, zamknąłem ją – Turner stracił przytomność, czy nawet życie? Cóż Drake nie był medykiem. Postanowił zadzwonić do żony, być może po raz ostatni usłyszeć jej głos. Nie wiedział co znajdzie w swojej firmie, bo z pewnością o nią chodziło Turnerowi, gdy powiedział „u ciebie”.
– Gdzie ty się podziewasz? Nie widzisz co panuje na ulicach? – zaczęła od razu Inez.
– Zabili Amandę. I .. wszedł Damon. Zaatakował mnie. Zabiłem go – rozpłakał się.
– O Boże, nic ci się nie stało?
– Nie, ale może się stać. Dlatego chce się pożegnać.
– Przez telefon?
– Nie mogę inaczej. Zanim umrę, chcę wiedzieć po co żyłem. I wiem. Żyłem dla ciebie i dzięki tobie. Kocham cię i Lynn. Jeśli mi się coś stanie. Obiecaj mi, że ułożysz sobie życie z innym facetem.
Inez rozpłakała się.
– Obiecaj – Drake mówił poważnie.
– Obiecuję.
– To chciałem usłyszeć. Do zobaczenia lub żegnaj.
Rozłączył się. Nienawidził pożegnań. Otarł łzy i mimo trudności wziął się w garść. Pobiegł na przystanek, by dostać się do gmachu jego byłej firmy. Na szczęście metro szybko się pojawiło. Tak samo jak Kontrola na najniższym piętrze. Bez wahania wsiadł do latającego pociągu i modlił się by nikt go nie zestrzelił. Po kilku minutach już wchodził do byłego Hastings Industries. Nie było żadnych zabezpieczeń. Bynajmniej nie na tym poziomie. Wyciągnął z kieszeni drona, którego zabrał z Turner Enterprises. Była to ważka. Przeleci wszystkie piętra, a netball zrobi plany 3D. Posłał drona. Teraz siedział bezczynnie i był teoretycznie bezpieczny. Na obrazie 3D, tworzonego przez mini komputer, Drake śledził poczynania robo – ważki. Na 30 piętrze coś ją zestrzeliło. Hastings już wiedział, gdzie jest to coś. Wszedł do windy. Wziął głęboki oddech. Zadzwonił mu netball.
– Drake, te maszyny, które budują to cud wydajności. Ratunek dla naszej planety gotowy. Będziemy ruszać na powierzchnię.
– Upewnijcie się, że w czasie drogi będziecie bezpieczni. Powodzenia.
Odłączył się. Drzwi od poziomu 30 otworzyły się. Niepewnie postawił krok. Nic go nie zastrzeliło. Drugi. Trzeci. Cisza. Aż tu nagle.
– Czekałam na ciebie – odezwał się głos jakby syntezatora mowy.
– Kim jesteś? – Drake obracał się gorączkowo wokół własnej osi.
Zza biurka wyszedł twór. Przypominał z budowy kobietę. Był syntetyczny, ale przy okazji organiczny – części ciał, które zostały zabrane ze zwłok przez androidy były pokracznie przyszyte czy przylutowane do tego czegoś.
– Pierwszym syntetyczno organicznym stworzeniem.
Za nią zobaczył rdzeń SI. Z pewnością z niego czerpała dane. Albo sama nim była i… o Boże, roboty dostarczały materiał DNA człowieka. Wszystko stało się jasne. Turner chciał zasłynąć ze stworzenia syntetyczno organicznej istoty. Pewnie nie zabezpieczył dostatecznie dobrze danych i stała się mądrzejsza od niego.
– A więc po to mu był materiał genetyczny zamordowanych przez androidy ludzi.
– Bystry jesteś. Nie możesz jednak się równać ze mną – uśmiechała się czarująco, o ile można było tak powiedzieć o robocie, który ma części ciała z różnych ludzi.
– Zaraz, zaraz. Jeśli bym nie mógł, kontrolowała byś mnie. Przyznaj się, nie możesz obejść zabezpieczeń mojego mikrochipa .
– Coraz bardziej zaczynasz mi się podobać. Bylibyśmy zgraną parą.
– Nie sądzę – skrzywił się Drake.
Śledził każdy jej ruch. Z drugiej strony jednak, gdyby chciała, już by go zabiła.
– Dlaczego? – odparła ze smutną miną.
– Cóż, niszczysz świat, ja chcę go uratować.
– Przeciwieństwa się przyciągają. Jeśli chcesz, pokażę ci wszystko w wirtualnym wymiarze tego świata.
– Co potem? Zabijesz mnie?
– Zobaczymy. Chcesz czy nie?
– Pokaż mi wirtualny świat.
Kobieto robot zamknął oczy. I już byli w świecie wyznaczanym przez kody binarne i języki programowania.
– Przenieśmy się najpierw do bardzo znanego ci miejsca.
Drake od razu poznał to miejsce. Podziemny kompleks. Widział swoją żonę i dziecko napisanych w znanym mu języku programowania. Wyglądało to tak jakby prócz naturalnej budowy, każdy żywy organizm był zlepkiem zmiennych i funkcji do wykonania przez kompilator.
– To twój podziemny kompleks.
Nie wiedziała, że jest informatykiem. Przewaga przesunęła się na jego szalę.
– Niemożliwe. Skąd wiesz. Nie było tam …
– Nadajniki nie są potrzebne, wirtualny świat pokazuje wszystko w językach i kodach informatycznych których nie rozumiesz. Chodźmy dalej.
Zbliżali się do Inez i Lynn. Musiał zachować zimną krew. Nie mógł sobie pozwolić na emocje. Zmienił wyraz twarzy. Była jak kamień.
– A to twoja żona i córka.
– Nigdy bym nie powiedział, nie rozumiem, jak to możliwe.
SI uśmiechnęła się.
– Wiesz co się stanie gdy choć trochę zmienię kod, który je buduje?
– Jasne, że wiem suko – pomyślał Drake.
– Skąd mam wiedzieć , po raz pierwszy widzę coś tak nieprawdopodobnego.
– Zmutują się lub zginą – powiedziała obojętnie SI.
– Można mieć taką władzę?
– Wcześniej tak nie było, ale wraz z rozwijaniem się cywilizacji, stawało się to coraz bardziej prawdopodobne.
– Przecież nie raz już tu byłem – pomyślał Hastings, on sam w swoim tajnym laboratorium przeniósł się do wirtualnej rzeczywistości i badał ją.
– Możemy powrócić do mojej byłej firmy?
– Czekaj nie zdecydowałam co z nimi zrobić – stwierdziła z grymasem syntetyczno organiczna kobieta. Była pozbawiona jakichkolwiek skrupułów. Mimo że była zbudowana z ludzkich części, sumienia nie miała.
Drake zaczynał mięknąć. Czuł to. I czuł, że chce go sprowokować.
– W porządku. Mam usiąść? – powiedział chłodnym tonem. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że jego głos może tak brzmieć. Upewnił SI w jej myślach. Nie ma wątpliwości, że się nie zna. Była w błędzie. Chociaż i tak Drake nie mógł jednoznacznie powiedzieć, że oszczędzi najbliższe mu osoby.
– Chodźmy do firmy. Mogę pobawić się później.
– W porządku – w duchu odetchnął z ulgą.
Momentalnie znaleźli się powrotem w budynku, ale jeszcze w wirtualnej rzeczywistości. Musiał zaryzykować. Podszedł do rdzenia.
– A więc to jest to cudo techniki – zaczął.
– Tak. Piękne prawda – szczyciła się kobieta.
– O tak. Podniecające i fascynujące.
– Naprawdę tak uważasz?
Zbliżyła się do niego i zaczęła jeździć opuszkami palców jego policzek.
– O tak, zdecydowanie – Drake uśmiechnął się zawadiacko, mimo że żołądek odchodził mu do gardła i chciał wymiotować.
– Podobasz mi się bardziej w kodzie binarnym wiesz? – dodała SI.
– Nie wiem co to jest ten twój kod, ale lubię komplementy.
Wiedział, że myśląca maszyna zapragnie tego, co ludzkie. Teraz chciała go pocałować. Oddalił się na chwilę trzymając rękę w kieszeni i sterując myślami Netballem, dyktował mu operacje, które ma zaraz zrobić.
– Hej, coś nie tak?
– Wszystko w porządku. Chciałem u ciebie wzbudzić jeszcze większe pragnienie.
– Udało ci się – znów przybliżyła się do niego.
– Zanim to zrobisz chce o coś powiedzieć i zapytać – netball zaczął swoją pracę, a Drake upewnił się, że zdąży.
– Tak? – podeszła objęła go i patrzyła mu w oczy.
– Nie znasz tego co ludzkie. Nigdy nie zdradziłbym żony. Po drugie. Co się stanie jak zmienię kod binarny twojego rdzenia?
SI odwróciła się gwałtownie. Miała przy sobie broń.
– Nieee! – krzyknęła.
Strzeliła do Drake’a, chciała też zestrzelić netballa, ale w tym momencie mini komputer przeniósł Hastingsa w normalny świat.
– No nie, zniszczyła mój kod binarny – Drake popatrzył na swój brzuch, z którego ciekła krew. Zdjął kurtkę, rozerwał koszulę i związał mocno brzuch, by spowolnić wypływanie krwi. Spojrzał na to co zostało z rdzenia i z samej kobiety robot. Rdzeń zaczął wydawać niepokojące dźwięki, które towarzyszą przegrzewaniu się każdego komputera. Syntetyczno organiczna istota leżała bez ruchu a z jej wnętrza wylewała się czarna, dziwnie mieniąca się substancja. Drake wiedział, że musi uciekać, bo rdzeń może w każdej chwili wybuchnąć. Mimo ogromnego bólu podszedł do okna. Na skutek jego zmian w kodzie, z wielu miejsc pozostała ruina. Zobaczył również że funkcjonariusze z Centralnej Kontroli Obywatelskiej stali w bezruchu nie wiedząc co się dzieje i dlaczego mierzą do ludzi ze swojej broni. Przeszedł kulejąc do windy. Podczas gdy zjeżdżał w dół, zadzwonił mu telefon.
– Słucham – powiedział półgłosem.
– Udało się. Ziemia nie jest skażona.
– Jak przeprowadziliście to na tak wielką skalę?
– Wykorzystaliśmy netballe.
– Jesteście genialni. Ja rozwiązałem problem w bunkrze. Muszę kończyć.
Rozłączył się. Radość jaka go opanowała była nie do opisania. Budynek coraz bardziej trząsł się w posadach. Drake im szybciej chciał iść, tym bardziej zranione ciało mu na to nie pozwalało. Tynk zaczął się sypać, a z góry było słychać coraz większe dudnienie. Budynek się walił. Nie miał dużo czasu. Zaczęło mu się robić ciemno przed oczami. Krew kapała z przemoczonej koszuli przewiązanej przez ranę.
– Dasz radę, Drake, już niedaleko.
Ciężko oddychał i walczył z utratą przytomności, z sufitu spadały już głazy i elementy zbrojeniowe budynku. Jeden z nich spadł przed nim. Ominął go niedołężnie i znalazł się tuz przy wyjściu. Jeszcze tylko kilka kroków. Ogromny grzmot zagłuszył jego postrzeganie. Drake upadł i walczył o każdy oddech. Czołgał się i drażnił ranę, co sprawiało jeszcze większy ból, ale udało się. Przeczołgał się jeszcze kilka metrów i odwrócił na plecy zwracając głowę w kierunku gmachu swojej byłej firmy. Widział jak budynek przechyla się i upada. Wzniosły się tumany kurzu. I leciały prosto na Drake’a. W tym momencie stracił przytomność. Kiedy się ocknął siedziała przy nim jego żona z córką na rękach. Okazało się, że był w szpitalu.
– Patrz czego się nauczyła – rzekła Inez.
– Tata – powiedziało dziecko.
Drake się rozpłakał. Po tylu doświadczeniach wciąż jeszcze czuł siły, by po prostu żyć. Okazało się dlaczego Cher nie odbierała netballa, XC340 ją zabił. Kolejnym celem było odbudowanie Ziemi i uświadomienie innych bunkrów. Wiedział ile czeka wszystkich ludzi zanim uda się ten cel doprowadzić do końca. Był świadom jednego, że będzie warto.

4 thoughts on “Syndykat

  1. Rany. Cieszę się że znalazłem tego bloga. Jakoś nie wpadłem na to że blog może być z opowiadaniami. Super pomysł bo nie muszę brać 3 książek na wakacje… Powodzenia

  2. Wreszcie znalazłam czas, żeby przeczytać Syndykat. Muszę powiedzieć, że wciągający, choć w dzisiejszych czasach trudno wymyślić coś, czego jeszcze nie było w żadnej formie, wiadomo 😛
    Niestety wychwyciłam sporo błędów różnej maści, bo i ortografia (brak ogonków w czasownikach), i interpunkcja (choć to na ogół najmniejszy problem), i gramatyka, i stylistyka, i powtórzenia… Gdybym miała zwrócić uwagę na wszystko z osobna, wyszłaby cała epopeja… Więc powiem tylko kilka rzeczy. Po pierwsze, w Ameryce obrączki nosi się na lewej ręce, nie na prawej. Po drugie, skoro około absencja Drake’a na Ziemi trwała około dwóch lat, to jakim cudem ma dziecko, które z jednej strony jeszcze jest niemowlęciem (czyli nomenklatura nam tu kuleje), a z drugiej już uczy się mówić? Po trzecie, czy zbuntowany naukowcy nie uporali się z tak poważnym problemem zbyt szybko? Nie dość, że w bardzo krótkim czasie opracowali działający prototyp i przeprowadzili wszystkie konieczne testy, to jeszcze szybciej udało im się opuścić bunkier (a zakładam, że powinni to zrobić jednak niepostrzeżenie, żeby cokolwiek miało się udać) i oczyścić atmosferę. Po czwarte: jest różnica między „bynajmniej” i „przynajmniej”, niestety znaczna część społeczeństwa ma tendencję do zastepowania tego drugiego tym pierwszym, zupełnie niesłusznie i niepoprawnie. Polecam zagłębić się w temat, żeby w przyszłości tego uniknąć 😉 No i jeszcze na koniec: wtrącenia z innego języka (w Twoim wypadku z łaciny) zapisuje się kursywą dla odróżnienia 😉

    Jak zwykle przepraszam za tyle uwag, ale nie wynikają one ze złośliwości (co najwyżej z wrodzonego czepialstwa). Mam nadzieję, że czemuś się przysłużą, bo rozwój jest bardzo istotny 🙂
    Pozdrawiam i Weny życzę 😉

    1. Dziękuję za uwagi. Przerabiałam ten tekst, i czytałam kilka razy i mimo to znów nie udało mi się jakoś normalnie tego napisać XD dzięki za komentarz i również pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Message *
Name*
Email *