Wena i Raven

Opowiadania, które wciągają wszechświat

Deklaracja Niepodległości

 

Był sobotni wieczór. Desmond Sonaro siedział przed telewizorem w swojej luksusowej willi. Miał 30 lat. Był przystojnym, wysokim szatynem z lekkim zarostem. Nie dzielił życia z żadną kobietą, chociaż w jego ”karierze” było ich wiele. Wolał wolne związki, a każda dziewczyna, którą miał, chciała go jako męża. Jego ciemna cera podkreślała urodę. Lewe ucho zdobił kolczyk w kształcie gwiazdy. Pracował jako ochroniarz we włoskim sejmie. W zawodzie sprawował się bardzo dobrze. Nagle zadzwonił mu telefon.
– Halo.
Buonasera, Desmond, tu szef.
– Słucham, szefie.
– Jest problem. Wielu ludzi wzięło sobie urlop, a mamy odwiedziny ważnych osobistości w ambasadzie amerykańskiej i nie ma kogo wysłać… – odparł bezradnie kierownik ochrony.
– Mogę tam pojechać – powiedział ucieszony Sonaro. Od dawna chciał dostać awans, a teraz trafiła się taka okazja.
– Tylko pamiętaj, nie możesz rozmawiać z gośćmi, ani z nikim innym, masz być skupiony na zadaniu – powiedział stanowczym tonem pracodawca Desmonda.
– Tak jest ! Kiedy odbędzie się uroczystość?
– Jutro o osiemnastej. Ach, jeszcze jedno. Przywożą najważniejszy dokument Stanów Zjednoczonych, Deklarację Niepodległości. Jeśli nie będziesz jej dobrze pilnować, to wywalę cię na zbity pysk – Desmond przełknął głośno ślinę.
– Tak jest szefie. Do widzenia.
Buonanotte! – pracodawca rozłączył się.
– Ale super! Może dostanę awans! – Sonaro skakał ze szczęścia. Po chwili napływ entuzjazmu skończył się. Przestał i opuścił ręce wzdłuż tułowia.
– Nie dostanę – mężczyźnie przypomniał się spór z szefem.

Desmond pełnił służbę. Nagle jakiś wariat wypadł z nożem na Silvio Berlusconiego – premiera Włoch. Przestępca został zatrzymany przez Sonaro tuż przed tym, jak scyzoryk miał dotknąć serca premiera. Niestety zamachowca wyrwał się i uderzył premiera w nos. Desmond znów go złapał i założył mu kajdanki. Po wytłumaczeniu całego zajścia, szef, zamiast cieszyć się, że Berlusconi żyje, czepiał się Desmonda o niekompetencję i prawie go zwolnił.
– Mam nadzieję, że jutro będzie wszystko w porządku – powiedział sam do siebie. Poszedł pobiegać. Zawsze to robił, tak dla relaksu, ale i utrzymania formy. Później wziął prysznic i wskoczył do łóżka. Chwilę czytał najnowszy horror Stephena Kinga. Potem zgasił lampkę i zasnął.

W niedzielę, jak zawsze, spał trochę dłużej. Kiedy się ubrał, zaczął przygotowywać strój na wieczór. Wyciągnął garnitur marki Brioni i pistolet. Wziął również krawat i białą, ulubioną koszulę.  Potem sprawdził w internecie, czy jest mowa o spotkaniu w ambasadzie. Był tylko mały komunikat, który nie rzucał się w oczy.
– Świetnie. Będę robił to co zawsze, a może dostanę premię – pomyślał Desmond.
Zbliżała się piętnasta, więc Sonaro wyszedł zjeść pizzę. Poszedł do baru przy Piazza Navona. Był to plac zbudowany na planie owalu. Na jego środku znajdowała się fontana dei Quattro Fiumi, a nad nią górował kilkunastometrowy obelisk. Po jej bokach były jeszcze dwie fontanny, wybudowane w baroku. Na placu znajdowało się wiele ławek, na których mogli odpocząć turyści. Sonaro po zamówieniu pizzy, usiadł na dworze. Słyszał pluskanie, dochodzące z fontanny. Ten dźwięk go uspokajał, ale nie wiedział dlaczego. Gdy był mały, zawsze zasypiał przy pluskaniu wody, może to ma wpływ na dzisiejsze zachowanie.
Grazie – powiedział Sonaro, gdy kelner wręczył mu pizzę. Po skonsumowaniu Margherity, wrócił do domu. Zbliżała się siedemnasta, więc zaczął się przygotowywać. Ubrał się i wyperfumował ciało La Coste. Pistolet schował za pasek od spodni. Wziął komórkę i kluczyki od samochodu. Wolał wyjechać wcześniej, bo w Rzymie bywały duże korki.  Wyszedł z domu i wsiadł do swojej Mazdy 6. Jak na sportowe auto była przestronna, wygodna i nawet bezpieczna. Z tyłu miała wylakierowane, seledynowe błyskawice. Samochód mógł pomieścić pięć osób. Siedzenia były ze szarej skóry, a tapicerkę zdobiły zielone pasy. Mazda miała seledynowe felgi i kołpaki. Ten sam kolor zdobił nakładkę na kierownicę. Desmond nie wyobrażał sobie życia bez komfortu i luksusu. Dzięki nim mógł podrywać kobiety, żyć we wspaniałych warunkach i nie martwić się o jutro. Mógł po prostu żyć chwilą. Wydawał ciągle pieniądze. Nie był odpowiedzialny, jeśli chodziło o inwestowanie. W sumie po co miał dobrze inwestować, skoro kąpie się w pieniądzach? Jego myśli jednak zmieniły tor. Skupił się na jeździe i na powierzonym mu zadaniu. Gdzieniegdzie pojawiały się małe korki. Ambasada amerykańska znajdowała się na przeciwko kościoła Santa Maria della Vittoria. Przy wejściu do budynku stał łysy mężczyzna z ciemnymi okularami na nosie. Był ochroniarzem, ale chyba przyjechał razem z gośćmi, bo Sonaro go nie znał.
– Nie ma przejścia – powiedział twardym głosem Amerykanin. Desmond pokazał tylko swoją przepustkę i został wpuszczony. W ambasadzie było kilku jego kolegów. Dali mu słuchawki i mikrofon. Powiedzieli, że przyjadą politycy i gwiazdy showbiznesu. Deklaracja Niepodległości ma spoczywać w podziemiach budynku, dopóki nie przyjdzie czas na jej wystawienie. Okazało się także, że przy drzwiach do podziemi będzie stał łysol, który skontrolował Desmonda przy wejściu. Sonaro miał pilnować bezpieczeństwa gości i spoglądać co jakiś czas na drzwi do pomieszczenia, w którym znajdowała sie Deklaracja Niepodległości. Ambasada cała była pokryta złotem. Kryształowe lampy zwisały z sufitu. Budynek miał dwa piętra. Na środku głównego pomieszczenia leżał czerwony dywan. Przybywało coraz więcej ludzi. W sali dawał koncert James Horner. Sonaro uwielbiał jego muzykę. Zamknął oczy.
– Nie, stop! Przecież mam pilnować deklaracji – skarcił się w myślach Desmo. Nagle do sali wszedł Barack Obama. Rodacy przywitali go  gromkimi brawami. Miał długą przemowę. Potem na scenę wszedł kardynał i zaczął gadać coś o prezencie dla prezydenta USA. Desmond go nie słuchał. Wtem z jednych bocznych drzwi wyszła kobieta. Dziwnie wyglądała wśród elegancko ubranych ludzi, bo miała na sobie koszulkę z Nike, odsłaniającą jedno ramię, rurki i okulary. Sonaro był pewien, że gdyby nie czas i miejsce, jego język spadłby do ziemi. Była piękna i seksowna. Znał ją skądś. No tak. To była ta młoda archeolog, która znalazła papirusy, dotyczące miejsc pochówku dwóch nieznanych dotąd faraonów. Desmo miał słabość do pięknych kobiet, więc śledził jej każdy ruch. Szła z gracją, a jej zgrabne nogi jeszcze bardziej tą grację podkreślały. Sonaro zdziwił się, że kardynał , który przed chwilą przemawiał, zniknął. Nie wiedział co się stało. To wszystko przez to, że popatrzył na kobietę. Zganił się w myślach i odwrócił w stronę wejścia do podziemi. Nie było tam już jego amerykańskiego kolegi. Podszedł i popatrzył na drzwi do podziemi. Były lekko uchylone. Przypatrzył się uważniej. Miały wyłamany zamek.
– Mamy problem. Deklaracja – nie dokończył, bo zdał sobie sprawę z tego, że ktoś zakłócił sygnał mikrofonów.
Merda! – powiedział sam do siebie i rzucił słuchawki oraz mikrofon na posadzkę. Sonaro nie wiedział co robić. Iść po wsparcie i tracić czas czy samemu sprawdzić czy Deklaracja jest bezpieczna? Postanowił wykonać to drugie. Wślizgnął się przez drzwi do piwnicy. Było ciemno. W dół prowadziły kręte schody. Wyciągnął broń, która teraz stanowiła przedłużenie jego dłoni.
– Skup się Desmond – powiedział sobie w myślach.
Serce zaczęło mu szybciej bić. Po raz pierwszy znalazł się w takiej sytuacji. Słyszał jakieś dziwne odgłosy. Pierwszy stopień. Bezszelestnie. Drugi i trzeci także. Spokojnie. Przechodził przez kolejne stopnie. Był już prawie na dole. Zakrywała go ściana. Musiał poznać wroga. Wychylił głowę. Doznał szoku. Złodziejami byli kardynał i łysol, który miał pilnować Deklaracji. Szybko schował się za ścianę.
Traditori ! Co ma teraz robić? Zaatakować?- myślał.
Desmond wiedział, że dokument był schowany w ramie jak obraz. Trzeba było wykręcić kilkaset śrub, aby go wydostać. Kardynał srogim głosem pośpieszył łysola. Teraz albo nigdy. Sonaro zapanował nad narastającym napięciem i wyskoczył zza ściany.
– Stać! – krzyknął. Nagle ochroniarz – zdrajca wyciągnął broń. Desmond z szybkością światła strzelił w rękę łysola, a ten upuścił pistolet i padł na ziemię. Niestety Sonaro nie zdążył zatrzymać pocisku, który został wystrzelony z broni, trzymanej przez kardynała. Desmond dostał w ramię i zajęczał z bólu. Duchowny zaczął uciekać z Deklaracją Niepodległości. Desmo trochę przyćmiło, jednak niemal natychmiast rzucił się w pościg. Podziemia były jak labirynt. Sonaro miał mroczki przed oczami. Ból spowodowany postrzałem był dodatkowo potęgowany wciąż przemieszczającą się kulą w jego ciele. Priorytetem było jednak odzyskanie Deklaracji Niepodległości. Kardynał podczas ucieczki, potknął się niefortunnie. To była szansa dla Sonaro. Celował. Trzęsły mu się ręce. Słabo widział. Zmrużył oczy, zapanował nad drżącym ciałem, wycelował i strzelił. Udało się. Podszedł do nieruszającego się księdza. Podstęp. Kardynał machnął ramą, która chroniła Deklarację. Uderzył Desmonda w twarz. Rozcięło mu wargi i kawałek policzka. Zatoczył się do tyłu i upadł. Tracił coraz więcej krwi. Czuł, że powoli traci świadomość. Nagle usłyszał kroki i głosy. Wtem zza zakrętu wypadli ochroniarze i zakuli złodzieja w kajdanki. Desmond poczuł ulgę. Złapał Deklarację Niepodległości. Objął ją jakby była niemowlęciem. Koledzy podnieśli go z zimnej ziemi. Był z siebie dumny. Tym razem może dostanie premię. Ochroniarze wyprowadzili go z piwnicy.
Goście, którzy teraz znajdowali się za kolumną ochroniarzy  patrzyli w podnieceniu. Zaczęli bić brawa. Sonaro uśmiechnął się triumfalnie. Przybiegł lekarz. Rozdarł Desmondowi jego ukochaną koszulę i wyciągnął kulę z ramienia. Zabandażował i opatrzył rozcięcie na twarzy. Sprawa trafiła do mediów w tym samym dniu. Sonaro miał konferencję prasową, a z nim sam Barack Obama.
– 21 kwietnia 2010 roku – zaczął przemówienie prezydent – stanęliśmy w obliczu wielkiego zagrożenia. Nie materialnego, a patriotycznego. Stracilibyśmy najważniejszy dokument naszego państwa. Nie stało się tak. Dzięki temu młodemu, odważnemu człowiekowi Deklaracja Niepodległości jest bezpieczna – zamilknął na chwilę.
– Desmondzie Sonaro, w imieniu Stanów Zjednoczonych odznaczam cię nagrodą Honors – prezydent wręczył Desmondowi odznakę.
– Dziękuję – rzekł Sonaro. Podali sobie dłonie. Błysnęły flesze. Mimo ich jasnego światła, Desmond zobaczył w tłumie piękną panią archeolog. Wyszczerzył do niej białe zęby, a ona odwzajemniła uśmiech. Złodzieje zostali skazani, spisek wykryty, a Desmond Sonaro dostał wymarzony awans i premię.

Słownik wyrażeń włoskich:

Buonasera – dobry wieczór
Buonanotte – dobranoc
Piazza – plac
fontana dei Quattro Fiumi – Fontanna Czterech Rzek
Grazie – Dziękuję
Merda – cholera
Traditori – zdrajcy

5 thoughts on “Deklaracja Niepodległości

  1. Drobna kosmetyka:
    Nie jestem pewna, czy ktokolwiek przedstawia się „tu szef”, jak dla mnie wygląda to odrobinę sztucznie. Domniemany szef mógłby prędzej albo przedstawić się nazwiskiem, jak każdy normalny człowiek, albo wyjść z założenia, że jego podwładny i tak wie, kto dzwoni, więc nie ma to najmniejszego sensu.
    „Pistolet schował za pasek od spodni.” – cóż, zawodowi ochroniarze oprócz giwery z zasady są wyposażeni w takie bajery jak np. kabura, więc nie muszą nosić broni jak bandyci, którym zależy na jej ukryciu, gdzieś za pasem na plecach, zresztą to chyba mniej wygodne.
    „Desmo miał słabość do pięknych kobiet, więc śledził jej każdy ruch.” – czy nie zjadłaś tu kilku liter w imieniu? Mogłabym zrozumieć, że to zdrobnienie, ale o ile się nie mylę, nigdzie więcej w tekście nie spotkałam tej formy, więc zakładam, że to jednak literówka.
    „Przybiegł lekarz. Rozdarł Desmondowi jego ukochaną koszulę i wyciągnął kulę z ramienia.” – cóż, to nie wojna albo atak terrorystyczny, żeby takie akcje polowe były normalne 😛 Lekarz na miejscu raczej opatrzyłby rany i czekał na przybycie karetki, a dopiero w szpitalu zajęliby się wyciąganiem kuli i szyciem – szycie byłoby uzasadnione w wypadku postrzału, a takie rzeczy jednak się robi na oddziale, w sterylnych warunkach, natomiast sama kula tkwiąca w ranie potrafi świetnie zatamować krwotok, póki się jej nie wyjmie. Może nie powinnam wiedzieć takich rzeczy, ale czytanie ogromnej ilości thrillerów i kryminałów jednak robi swoje xD

    Pomijając już te wszystkie uwagi, dobrze się czytało, ciekawy pomysł, rzeczywiście trochę jak „Skarb Narodów”, trochę jak książki Dana Browna. Nie spytam, w jakim celu Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych miałaby przyjeżdżać do Włoch, nigdy do końca nie wiadomo, co autorowi może przyjść do głowy 😛 No i duży plus za gust Desmonda, czytanie Kinga to jest to, co tygrysy lubią najbardziej 😀
    Pozdrawiam 🙂

  2. Fajnie i lekko się czyta. Skąd bierzesz tyle pomysłów na fabułę? To się nazywa fantazja…
    Serdeczności od Katarzyny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Message *
Name*
Email *