Wena i Raven

Opowiadania, które wciągają wszechświat

Anatomia Zbrodni

Słońce zaszło już dawno. Mrok przykrył ulice, jeszcze bardziej spotęgowany tym, że latarnie były potłuczone lub spalone. Dzielnicę spowiła mgła, tak gęsta, że utworzyła biały kożuch, ograniczający znacznie widoczność. Niebo było bezgwiezdne, a jego nieprzenikniona czerń napawała niepokojem. Wyglądało jak czarna dziura, która pochłonęła gwiazdy i chce zassać do siebie piętrzące się , wysokie budynki i poszarzałe wieżowce.  Wszechobecną ciszę sporadycznie przerywało echo odbijające się od szarych budynków lub niesione z wiatrem niczym złowrogi głos proroka. Na jednej z ulicznych latarni przysiadł kruk. Jego czarne upierzenie miało metaliczny połysk, a długie pióra pod dziobem nastroszyły się. Zobaczył nadchodzącą z daleka kobietę. Miała na sobie wysokie białe buty, szorty i przymałą bluzkę spod której wystawał lekko zaokrąglony brzuch. Kruk szukał jednak czegoś innego. Czegoś martwego, czym mógłby się pożywić. Nie znalazł żadnej padliny, więc zakrakał złowieszczo i pofrunął w dal. Kobieta słysząc trzepot skrzydeł, przeraziła się lekko. Nabrała w nozdrza zimne, nocne, ciężkie powietrze. Jej ciało przeszył chłód. Mimo tego musiała być ubrana jak jest, bo tylko tak można rozpoznać jej zawód. Zarzuciła na siebie futrzane bolerko z długim rękawem. Pomyślała o synu. Na pewno siedzi skulony i boi się. Czeka na nią. Był dla niej najważniejszy. To co robiła, to dla niego. Musiała go wykarmić i opłacić rachunki za mieszkanie. Małe i obskurne, ale swoje. Brakowało jej na czynsz. Klientów nie brakowało, ale ewidentnie stali się bardziej wymagający i brutalni zarazem. Wielu straciła ze względu na swój stan. Usłyszała za sobą warkot silnika. Odwróciła się, oślepiły ją światła. Przez myśl przeszło jej, że zaraz rozsunie się szyba i zobaczy lufę pistoletu. W tym dystrykcie było daleko do jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa. Samochód minął ją i zatrzymał się trochę dalej. Zobaczyła, że to radiowóz.  Z auta zawołał policjant:
– Podejdź tu panienko – jego głos był gruby i surowy.
Wiedziała, że musi posłuchać. Syn pewnie już na nią oczekuje, pewnie boi się, że ona nie wróci. Czuje to codziennie, gdy matka wraca tak późno. Za każdym razem nie zawiodła go, ale czy tak będzie i tym razem?

Zdecydowanie to nie był jego najlepszy dzień. Zastrzelił podejrzanego zamiast go aresztować. Musiał wyładować napięcie zanim wróci do domu. Do żony i trójki rozrabiaków. Zobaczył okazję. Znów uda mu się wykonać swoją misję: wrócić do domu tak, by żona nie widziała jego zdenerwowania. Wcześniej robiła mu wyrzuty, że nie potrafi oddzielić pracy od domu, ale teraz nie miała powodu, by narzekać. Znalazł sposób na wyładowanie. Dziś też nie będzie miała pretensji. Kobieta podeszła niepewnie do jego radiowozu. Wyglądała na wystraszoną.
– Spokojnie, prostytucja w tym Dystrykcie jest legalna – rzekł.
– Czego więc pan chce? – jej głos był lekko piskliwy, wręcz dziecinny.
– Przysługi, takiej jak każdy twój klient.
Była zmęczona. Miała to robić w samochodzie, na istnym pustkowiu, z gliniarzem, który wyglądał podejrzanie. Źrenice miał rozszerzone, ale nie przez niedobór światła. W oczach miał iskrę szaleństwa. Jego twarz świeciła się od potu, a klatka piersiowa często unosiła pod wpływem szybkich oddechów. Był podniecony. Ale na pewno nie nią. Tym co z nią zrobi. Wiedziała z jakim mężczyzną ma do czynienia. Zredukuje ją do otworów w jej ciele. Potem jednak  dostanie wystarczającą sumę pieniędzy, by zapłacić za czynsz.
Po krótkiej chwili milczenia odparła:
– Jeśli tylko nie przeszkadza panu, że jestem w ciąży…
– Ależ skąd.
W jego głowie zawrzało. Jak taka kobieta…. Nie nie zasługuje na to określenie. Jak taka gnida może nosić w sobie dar życia?! Takim się nie należy! Oddaje swoje ciało za pieniądze, to poniżenie i pogarda dla wszystkiego w co wierzył. Drwi sobie z jego zasad swoim istnieniem. Ona jest zwykłym rzeczownikiem, którym rządzą przypadki. On będzie jednym z tych przypadków.  Wybiła dla niej godzina niefartu. Dziś znów poczuje tą dziką, nieposkromioną satysfakcję, że przekonuje świat do swoich świętych, odwiecznych zasad. Przednie siedzenia przysunął maksymalnie do przodu, a tylne rozłożył.
– Zapraszam – powiedział i uśmiechnął się, odsłaniając pożółkłe zęby.
Pomyślała o synu. Zrobię to dla ciebie – postanowiła sobie, widząc otyłość policjanta i jego obleśny wygląd. Rozluźniła się i weszła do auta. Policjant odsunął rozporek, a ona zdjęła co należy. Zarobi na czynsz. Zaczęli. Na początku był delikatny. On już głośno sapał. Zaczęła jęczeć, by zasymulować szybki koniec stosunku, ale on nie zamierzał kończyć. Wziął ją od tyłu, a jego pchnięcia stały się brutalne i bolesne.
– Wezmę cię ze sobą do raju. Wiecznego raju.
Kobieta wystraszyła się. Chciała uciec, ale nie miała jak i dokąd. Wszędzie były tylko obce budynki. Mężczyzna trzymał ją mocno. Im większy był jej strach, tym szybciej biło jej serce. Zignorowała ból jaki sprawiał jej policjant. Skupiła umysł na tym, by wydostać się z auta.  Ogarnęła ją desperacja, ale i panika. Pod siedzeniem obok leżała gaśnica. Policjant był zajęty jej ciałem. Traktował ją bez szacunku, bez odrobiny godności. Sięgnęła wolno po gaśnicę. Przestał. Doszedł.
– Dziś spełnią się twoje najgorsze koszmary. Poczuła tępy ból w okolicy lędźwiowej kręgosłupa.
– Teraz już nie uciekniesz – uderzył dłutem po raz drugi w to samo miejsce.
Straciła czucie w nogach. Wiedziała, że to koniec. Nie mogła zrobić nic oprócz krzyku, chociaż w głębi serca czuła, że nikt go nie usłyszy. Jej zmysły spowolniły się, a percepcja uległa destrukcji. Z jej ust wydobył się jedynie desperacki i żałosny jęk. Z oczu mimowolnie popłynęły łzy.  Nie wróci do syna. Nie zapłaci za czynsz. Będzie musiał sobie radzić sam na ulicy i wyrośnie na bandytę. Jej myśli popłynęły ku niemu. Ujrzała  jego ciemne jak czekolada oczy i zadziorny uśmieszek. Była bezsilna. Zdana na łaskę policjanta, który jedną ręką kogoś ratuje, a drugą zabija.
– Zawsze płaczecie. Dopiero na końcu zdajecie sobie sprawę z tego jak prowadziliście swoje życie. Przez was świat jest taki plugawy, ale ja was zatrzymam. Oddasz dziś serce w mej sprawie.
Uderzył ją dłutem w kark. Z wymownym uśmiechem zapiął sobie rozporek i pociągnął kobietę za włosy w stronę publicznej toalety, która znajdowała się po drugiej stronie ulicy. Czuła, widziała i słyszała wszystko, ale nie mogła zareagować. Była sparaliżowana i walczyła z utratą przytomności. Wciąż widziała syna. Dawał jej kwiaty. Najpiękniejsze jakie dostała w swoim nędznym życiu. Nie bała się już o siebie. Martwiła się tylko co będzie z jej synem. Zaświecił światło w toalecie i zaciągnął tam swoją ofiarę. Rozpoczął drugą część swojego dzieła, które ma odmienić świat i sprawić, by zaczęły kierować nim odwieczne zasady życia.

Aiden wytykał sobie cały czas, że nie przyjechał dziś do pracy na swoim motorze. Wyszedł w ciemność z garażu, obok warsztatu. Pracował jako mechanik. Był specjalistą od motocykli. Jednym z nielicznych w Dystrykcie 3.
– Jak mogłem być taki głupi i myśleć, że wrócę do domu o normalnej godzinie?! – powiedział sam do siebie ze złości, kiedy zamykał drzwi garażu na klucz.
Rozglądnął się. Niewiele było widać przez gęstą mgłę, białą jak mleko. Nie czuł lęku przed ciemnością ani mgłą, ale atmosfera tej nocy była naprawdę nieprzyjemna. Każdy obywatel Dystryktu nauczył się, że chodzenie ulicami po zmierzchu jest co najmniej niepoważne. Bandyci mogli się czaić w każdej alejce i mimo obiecanych szybkich reakcji policji za sprawą inteligentnego monitoringu, bezpieczeństwo było tu tylko iluzją. Głównie dlatego Aiden używał motoru. Dzięki niemu mógł szybko przejechać do domu, zmniejszając prawdopodobieństwo, że zostanie napadnięty. Dziś wybrał inną trasę niż zazwyczaj. Szedł bardziej głównymi ulicami, którymi mógłby przejeżdżać patrol, a takich ulic kryminaliści trzymają się z daleka. Co prawda umiał się bronić, ale z kilkoma intruzami miał nikłe szanse. Z daleka usłyszał krzyk. Dochodził on ze wschodniego kierunku, więc zdecydował pójść na zachód. Takie automatyczne reakcje powstały na skutek strachu, który wmówili politycy, gdy odseparowali Dystrykt 3 od reszty miasta. Pod wymówką bezpieczeństwa monitorowali każdą ulicę inteligentnymi  kamerami z systemem rozpoznawania twarzy lub dronami mogącymi zaglądać nawet w głąb mieszkań i domów. To nie było ich ostatnie posunięcie. Gdy tylko rozpoczęły się strajki ludzi walczących o swoją prywatność, na ulice wkroczyła policja. Wkrótce była ona w każdym domu, w każdym zakątku miasta i wstrzykiwała ludziom chipy, tłumacząc, że będą bezpieczniejsi. Odtąd każdy mieszkaniec Dystryktu 3 legitymował się chipem, na którym było zapisane dosłownie wszystko. Zdjęcie, wzrost, waga, adres zamieszkania, stan konta, grupa krwi, historie chorób, miejsce pracy, stan cywilny, data urodzenia i wiele innych. Wprowadzono potem ulepszenia. Chipem można płacić w sklepie, sprawdzić swoje ciśnienie, a także zsynchronizowano ich sygnał do sygnału kamer tak, że po zauważeniu człowieka, na monitorze w kontroli obywatelskiej wyświetlają się od razu jego dane.
Od domu dzieliło go dziesięć minut marszu. Zauważył światło w publicznej damskiej toalecie. Widocznie jakaś kobieta jest na tyle szalona, by tak się wystawiać na napad. Jaka kobieta wyszłaby sama o takiej porze? – myślał Aiden. Może powinienem jej pomóc? Ale dwóch ludzi jest łatwiej dostrzec niż jednego. Co się ze mną stało? Gdybym był tym samym człowiekiem sprzed zamieszek, na pewno bym poszedł i spytał czy wszystko w porządku. Po zamieszkach każdy stał się inny. Okropne jest przechodzenie obok drugiego człowieka i myślenie z automatu, że zaraz może się na mnie rzucić. Tego nauczył nas system. Dystrykt 3 działa niczym dobór naturalny. Słabsi giną, a mocni wspinają się wyżej. Ale czemu nie można pomóc słabszemu? Bo można samemu zginąć. Aiden bił się z myślami. Chciał po prostu ominąć toaletę i nie wpakować się w kłopoty. Ale nie był taki. Politycy nie wyprali mu mózgu. Zachował w sobie resztkę człowieczeństwa. Pomoże. Podszedł ostrożnie do toalety. Był czujny, nie chciał bowiem stracić życia. Drzwi były otwarte. Zobaczył cień. To na pewno nie był cień kobiety. Człowiek w toalecie pochylał się nad czymś i ruszał ręką jakby coś rozcinał. Aiden zachował zimną krew, pomimo paraliżującego strachu i bezszelestnie pomknął do męskiej części toalety, znajdującej się obok damskiej. Czuł, że zbliża się najgorsze chociaż liczył na to, że pomoże kobiecie i na tym się skończy. Usłyszał krakanie. Do toalety wleciał kruk. Czuł krew. Chciał sprawdzić gdzie leży jedzenie. Aide coraz bardziej czuł, że źle postąpił i będą kłopoty. Ten kto jest obok na pewno przyjdzie zobaczyć co tak hałasuje. Mechanik usłyszał kroki. Wszedł do jednej z kabin i zamknął cicho drzwi na zamek. Kucnął na klozecie, w razie, gdyby ktoś sprawdzał  obecność osób trzecich w toalecie. Zatkał nos i usta, by wyciszyć swój przyspieszony oddech. Dźwięk kroków był coraz głośniejszy. Kruk usiadł na drzwiach od kabiny, w której siedział Aiden. Mężczyzna zaczął desperacko machać rękami, tnąc powietrze, aby kruk się spłoszył i odleciał. O mało nie stracił równowagi, a tym samym zdradziłby swoją obecność. Ktoś już był w łazience. Z tego co słyszał Aiden, człowiek przeszedł do końca pomieszczenia i zaczął wracać. Mechanik czuł skurcz wszystkich wnętrzności. Adrenalina przepłynęła przez całe jego ciało, kiedy nieznany człowiek zatrzymał się przed drzwiami kabiny, w której siedział. Zaczęło go mrowić w nogach. Czuł wilgoć na swoim ciele. Mężczyzna słyszał bicie, a właściwie walenie swojego serca. Miał nadzieję, że ten za drzwiami jest głuchy. Usłyszał ruchy. Następnie przeładowanie broni. Już nie żyję – pomyślał Aiden. Złapał się za głowę, a całe jego ciało zadrżało.  Odgłos wystrzału ogłuszył go na chwilę. Na posadzkę przed nim spadł kruk. Zrobiło mu się słabo. Płytki zajęły się czerwienią. Usłyszał, że sprawca wyszedł już z łazienki. Aiden siedział jeszcze chwilę zszokowany. Nasłuchiwał czy zabójca kruka odszedł. Upewniwszy się, że jest sam, wyszedł z kabiny i wychylił się lekko zza drzwi. Ujrzał policjanta, zmierzającego do radiowozu, który stał po drugiej stronie ulicy. Mężczyzna trzymał coś w jednej dłoni, coś z czego skapywała jakaś ciecz. Aiden schował się, by nie zostać zauważonym. Usłyszał działający silnik, a potem pisk opon. Był bezpieczny. Przynajmniej tak mu się zdawało. Nieznany mężczyzna zostawił krwawe ślady butów, podobnie jak Aiden, który wszedł w krew kruka. Światło w damskiej toalecie nadal się świeciło. Przełknął głośno ślinę i wszedł tam. To co tam zobaczył przekroczyło jego najstraszniejsze obawy. Na posadzce, w kałuży krwi leżała kobieta. Twarz miała bladą, a oczy szeroko otwarte. Jej usta były wykrzywione w niemym krzyku. Oprawca rozciął jej ciało od łona aż po mostek. Powyżej piersi miała siwy odcisk buta.  Jej wnętrzności wylewały się z otworu. Wyglądała trochę jak porcelanowa lalka, tylko bez sukienki i z rozczochranymi włosami. Aiden już wiedział, co trzymał zabójca w dłoni. Kobiecie wycięto serce. Jedna kabina była otwarta i znajdowały się tam odciski butów oprawcy. Nie wiedząc czemu, Aiden ostrożnie minął je idąc na palcach i popatrzył do klozetu. Pływało  w nim dziecko. Nie wykształtowane w pełni z oczami jak czarne plamki, ale jednak dziecko. Mężczyźnie nogi zrobiły się jak z waty. Ogarnęło nim obrzydzenie. Zaczął się cofać w szoku, nie mogąc znieść widoku martwego płodu. Szedł do tyłu zupełnie nie kontrolując kroków, jakby był pogrążony w letargu. Potknął się o ciało kobiety, przeleciał nad nim i upadł w kałużę lepkiej, jeszcze ciepłej krwi. Podparł się, żeby nie położyć się całkiem na posadzce. Popatrzył na swoje dłonie. Były umazane osoczem. Zupełnie jakby to on pastwił się nad tą biedną kobietą. Żołądek podszedł mu do gardła. Wstał ale nie zdążył pobiec do kabiny i zwymiotował na umywalkę, zostawiając po sobie na lustrze krwawy ślad dłoni. Oddalił się jak najdalej od zwłok, tak jakby martwa kobieta mogłaby go skrzywdzić. Czuł że ma przemoczone spodnie od krwi. Przeszedł go dreszcz.
– To się nie dzieje naprawdę, obudź się, Aiden – mówił do siebie nie dowierzając w to co widzi.
Mężczyzna zaczął szlochać. Co miał zrobić. Jeśli zadzwoni na policję, może tu wrócić człowiek który to zrobił. Jeśli nie, wyśledzi go jakiś dron i on zostanie oskarżony o te morderstwa. Zdecydował zadzwonić pod 911. Po wszystkim czekał na przyjazd policji. Ogarnął wzrokiem łazienkę. Na ścianach znajdowały się pojedyncze krople krwi. Czuł się tak jakby brał udział w czyimś koszmarze. Podciągnął nogi do klatki piersiowej i objął kolana rękoma. Zaczął się trząść. Nie było mu zimno. To wynik stresu i obrzydzenia jakie pojawiło się na widok martwej kobiety i jej dziecka. Zamknął oczy i schował głowę w kolanach. Nie chciał patrzyć na miejsce zbrodni, które wyglądało jak scena z taniego horroru. Różnica była taka, że ‘’rekwizyty’’ były prawdziwe. Mimo zamkniętych powiek Aiden wciąż miał przed oczami zamordowaną kobietę. Usłyszał jęki policyjnych syren. Wstał i wyszedł z łazienki. Policjanci mierzyli do niego z Glocków. Na oko Aidena były to modele 19.
– Połóż ręce na kark – z szeregu wysunęła się młodziutka funkcjonariuszka.
– Ja po was tylko zadzwoniłem, nie zrobiłem tego – jąkał się mechanik.
Policjantka zbliżyła się i przyglądnęła mężczyźnie, który teraz mrużył oczy od niebieskich świateł. Miał na sobie skórzaną kurtkę zapiętą po samą szyję i ciemne jeansy. Popatrzyła na jego twarz. Miał mocno zarysowane kości policzkowe i jasną cerę. Lekki zarost podkreślał rysy twarzy i oczy. Jak jej się zdawało niebieskiego koloru. Miał zgolone boki, a zapuszczone włosy czarne jak smoła tworzyły  lekkiego irokeza. Wyciągnęła z pasa skaner i przejechała urządzeniem obok lewego nadgarstka mężczyzny. Skaner piknął a na jego ekranie pojawił się obraz.
– Kogo my tu mamy – policjantka zmrużyła oczy i czytała w skupieniu informacje pokazane na skanerze – jesteś Aiden Tynan, masz 28 lat, mieszkasz przy Red Hawk Road i jesteś mechanikiem?
– Nie wiem po co pani pyta – rzekł głosem, pozbawionym jakiegokolwiek tonu, wyrazu – tak to ja.
– Pan znalazł zwłoki?
– Tak.
– Zrekonstruuje pan przebieg wydarzeń, a potem zawieziemy pana na przesłuchanie.
Aiden zrobił to o co go poproszono, starał się wiarygodnie opowiedzieć to co zaszło, z jak największą ilością szczegółów. Kiedy skończył, gliniarze oznaczali dowody, a Aiden stał na zewnątrz pod czujną strażą dwóch funkcjonariuszy. Nadal się trząsł, zbladł i miał podkrążone oczy.
– Wszystko w porządku? – spytała policjantka, która sprawdzała go na początku.
Nie odezwał się. Włączyła latarkę i przyświeciła mu w oczy. Źrenice nie zwężyły się.
– Jest pan w szoku.
– Chyba każdy by był na moim miejscu – rzekł nieobecnym głosem wciąż wpatrując się daleko poza to co widział.
– Natnez, chodź na chwilę – zawołał ją ktoś z łazienki.
– On zostawił tu swoje ślady razem z rzekomym policjancie, odcisk dłoni na lustrze jest jego, a tutaj jest inny odcisk, bez linii papilarnych  – powiedział specjalista od badania miejsc zbrodni.
– Sugerujesz, że pan Tynan jest współsprawcą? – spytała.
– Dowody nie są jednoznaczne, ale zatrzymałbym go na dłużej i użył technik przesłuchania, które mogłyby to wykluczyć.
– A co z nagraniami dronów?
– To martwa strefa. Popełniając tu morderstwo sprawca, czy sprawcy musieli wiedzieć, że nie złapią ich tu kamery czy drony.
– To by potwierdzało to, że to musi być policjant. Inni nie mają dostępu do takich informacji.
–  Takie informacje mogliby wykraść jedynie hakerzy z ruchu oporu. Musisz przepytać Aidena, czy nie ma żadnych szemranych znajomych.
– Nie ma żadnego oficjalnego potwierdzenia, że ruch oporu istnieje. Co z nawigacją chipów? Przechodził, bądź przejeżdżał tędy ktoś jeszcze?
– To musiał być policjant, bo nie ma żadnego śladu. Policjanci nie są monitorowani. Albo nasz podejrzany ściemnia. Ewentualnie to ruch oporu.
– Nawet gdyby istniał, nie mieliby motywu. Co mam teraz robić? – spytała Nantez, zbita z tropu.
– Aresztuj go pod zarzutem zabójstwa dwóch osób. Potem porozmawiasz z nim. Jak się nie przyzna, to zaczną się schody.
Nantez wyciągnęła kajdanki i wróciła do Tynana.
– Dowody wskazują, że może być pan współsprawcą. Muszę pana aresztować. Proszę się odwrócić.
– Nic nie zrobiłem! Nie, nie możecie mnie aresztować! To niedopuszczalne! – oburzył się Aiden.
– Panie Tynan, jeśli nie da się pan aresztować, to będę musiała pana zmusić.
Aiden odpuścił. Dał zakłuć się w kajdanki. Najgorsze było przed nim.Po przyjechaniu na komisariat od razu zaprowadzono go do pokoju przesłuchań. Pomieszczenie trzy na cztery metry. Jedna ściana była weneckim lustrem. Po drugim końcu małego biurka zaraz zasiądzie jakiś funkcjonariusz. On siedział lekko oddalony od biurka. Będą chcieli zobaczyć jego gesty. Oprócz biurka i krzeseł w pomieszczeniu nie było żadnego innego mebla czy przedmiotu. Za szybą Nantez konsultowała się z bardziej doświadczonym kolegą jak przeprowadzić przesłuchanie.
– Spoufal się z nim. Przedstaw się, uściśnij dłoń, daj frytki. Każ mu opowiedzieć coś o sobie. Potem każ mu opowiedzieć co robił przed zdarzeniem. To mu rozjaśni nieco umysł. Potem poproś znów, by opowiedział zdarzenie. Zobacz czy zmienił coś w zeznaniach z miejsca zbrodni. Obserwuj jego gesty, ruchy gałek ocznych. To będzie kluczowe.
– Dzięki – wzięła głęboki oddech i weszła do sali przesłuchań z frytkami w ręce.
– Dzień Dobry, nazywam się Jessica Nantez i chcę jeszcze raz pana wysłuchać – wyciągnęła dłoń do przodu. Aiden podniósł się z krzesła, uścisnął pewnie rękę policjantki i usiadł.
– Aiden Tynan, ale to już wiesz, Jessie.
– Przyniosłam panu frytki – położyła karton z frytkami na stole – częstuj się.
– Dziękuję za fatygę, ale po dzisiejszych wydarzeniach, zwróciłbym je szybciej niż zdążył przełknąć.
– Niech pan opowie coś o sobie – rzekła Jessica i skrzyżowała ręce na piersi.
– Nie wystarczy pani informacji, które zobaczyła w skanerze? – spytał.
– Nie, jest pan bardziej interesujący niż skaner pokazuje. Nalegam.
– No to mam 28 lat. Jestem mechanikiem od motocykli. Pochwalę się, że najlepszym w dzielnicach Dystryktu 3. Nie narzekam na brak zdrowia. Lubię oczywiście motory, filmy, czytanie książek i zaczynam lubić panią. W mieszkaniu czeka na mnie pies rasy husky. Mam go od 5 lat. Całe moje życie.
Jessica uśmiechnęła się.
– Dziękuję. Przejdźmy w takim razie do wydarzeń sprzed – spojrzała na zegarek – już od minuty sprzed wczoraj. Niech pan opisze cały dzień.
– Jak codziennie wstałem o szóstej rano. Przebrałem się w dresy i poszedłem pobiegać z Connorem. Moim psem. Potem szybkie śniadanie, ogarnianie włosów i pójście do pracy.
Podczas opowieści Aidena, Nantez obserwowała jego gesty, mimikę twarzy i wzrok. Patrzył się cały czas na nią. Nie miał nic do ukrycia. Kiedy Aiden skończył, Jennifer opuściła na chwilę pokój.
– Czemu przerwałaś? – zapytał mężczyzna o surowym grubym głosie i badał wzrokiem podwładną. Trzymał ręce w kieszeni i wyglądał jak prawdziwy szef. Lekko otyły z niechlujnie ułożonymi włosami.
– Mówi prawdę. Musimy znaleźć policjanta. Nie widzę dalszej konieczności do prze….
– Ja decyduję kiedy skończysz przesłuchanie- oburzył się mężczyzna – wsadźcie go do wyciszonej celi. Zmieni zeznania. A i dajcie mu coś do przebrania, jest cały we krwi.
– Tak jest, panie Dover.
Wykonała polecenie szefa. Aiden protestował, ale zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma nic do powiedzenia. Rozruszał nadgarstki, gdy ściągnięto mu kajdanki i zamknięto w dziwnie wyglądającej celi. Przynajmniej tyle, że nie ma już na sobie ubrania umazanego cudzą krwią. Szybko zorientował się, że to nie jest zwykła cela. Ze ścian wystawały kliny ułożone pod różnymi kątami. Cisza. Zero dźwięku z zewnątrz. Aiden zaczął mówić. Swój własny głos słyszał jakby miał wodę w uszach. W celi panował półmrok, więc mężczyzna położył się z nadzieją, że zaśnie. Po kilku minutach załapał po co taki dziwny wygląd. Był przerażony. Zaczął słyszeć pracę swojego organizmu. Bicie serca. Działanie zastawek. Szum krwi w żyłach. Wstał. To było takie dziwne uczucie. Nigdy nie słyszał swojego organizmu. Zaczął chodzić tam i z powrotem próbując odłączyć się od męczących dźwięków perystaltyki jelit czy syku płuc. Aiden usiadł. Zero bodźców. Jego mózg domagał się dźwięków i obrazów. Myślał, że zaraz oszaleje. W mroku zarysowała się postać. Zbliżyła się do niego nieznacznie. W prawej dłoni mężczyzna trzymał pistolet celując w Tynana. Z lewej skapywała na posadzkę ciecz. Dłoń miał ściśniętą.
-Zginiesz – zaszumiało w głowie Aidenowi.
– Odejdź – krzyczał Tynan, jednocześnie tego nie słysząc. Postać rozpłynęła się w powietrzu. Mechanik był coraz bardziej przerażony. Słyszał przyspieszone bicie serca i wzmożoną pracę płuc. W przeciwległym końcu sali znów ktoś się pojawił. To była kobieta. Szła zdecydowanym krokiem z wdziękiem i dumą. To była pani Nantez. W dodatku naga. Jej falowane włosy z każdym krokiem podskakiwały , odsłaniając na moment jędrne piersi. Miała smukłe ramiona i niewiarygodnie kobiecą figurę. Kołysała lekko biodrami i mówiła coś do Aidena. Tak bardzo chciał ją usłyszeć. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Miała jasne włosy, ciemnoniebieskie oczy  i wąskie usta. Jej sylwetka była piękna. Płaski brzuch, długie umięśnione z umiarem nogi dodawały jej uroku.
– Chodź do mnie – usłyszał jej głos. Był taki zachęcający. Nie mógł się na nią napatrzeć. Była coraz bliżej. Wrócił powrotem do rzeczywistości. Jest w celi. Nie ma tu żadnej nagiej kobiety, chociaż nie narzekałby, gdyby była.
– Nie ma cię tu! Idź! Nie ma cię tu!
Znów zaczął chodzić z miejsca na miejsce. Wyglądał pewnie jakby znajdował się w szpitalu dla obłąkanych. Wpadał w panikę. Ciasne pomieszczenie, wydawało się kurczyć jeszcze bardziej. Dłużej tego nie zniesie. Zaczął walić w grube, stalowe drzwi, którymi go wpuszczono. Krzyczał, dobijał się i co gorsze niczego nadal nie słyszał. Mógł sobie tylko wyobrazić jak żałośnie brzmi jego głos, kiedy błaga o wypuszczenie z tego diabelskiego pomieszczenia. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Usiadł i czekał, mając nadzieję, że to piekło niedługo się skończy, mimo że jego umysłem znów targały obrazy miejsca zbrodni i zwłok.

Jessica była nowa w komisariacie. Konsultowała się właśnie z patologiem, kiedy zadzwonił do niej Dover. Kazał znowu przesłuchać Tynana. Podał też dokładne instrukcje. Zaoferuj kawę, spytaj o sprawcę, zasugeruj, że to podejrzany i prowokuj. Poszła więc po Aidena. Kiedy usłyszał jej głos, uśmiechnął się szeroko. Co za ulga usłyszeć coś innego niż własną krew przepływającą przez żyły.Poprosiła go żeby zajął to samo miejsce co wcześniej w pokoju przesłuchań. Patrzył się tępo w biurko ledwo wstrzymując powieki przed zamknięciem. Miał podkrążone i przekrwione oczy.
– Chciałbyś może kawy? – spytała Jessie, kiedy przyjrzała mu się dokładniej.
– O tak! Czyżbym był w niebie?
Policjantka uśmiechnęła się.
– Nie. Po prostu przesłuchanie ze mną to tak jak raj na ziemi – wstała i wyszła.
Aiden patrzył za nią i zastanawiał się czy rzeczywiście mogłaby wyglądać tak, jak wyobraził ją sobie w wyciszonej celi. Nie mógł uwierzyć, że po minionych wydarzeniach mógł o tym myśleć, ale może to sprawiło, iż nie zwariował do reszty?  Wróciła z dwoma kubkami kawy.
– Po co mnie tu trzymacie? Powiedziałem wszystko co wiem – rzekł Tynan na wpół przytomnym głosem.
– Rozumiem twoje poirytowanie, ale sądzimy, że jesteś w stanie jeszcze coś sobie przypomnieć.
– W takim stanie? Nie zmrużyłem oka w tej cholernej celi ciszy i moje odpowiedzi mogą być pozbawione sensu.
Jessica przemilczała ten komentarz i przeszła do sedna.
– Jak myślisz kto mógłby zrobić coś takiego? Jaki człowiek?
– To pytanie jest czysto teoretyczne. Na pewno nikt normalny. To psychol.
– Czyli to nie było nic osobistego?
– Mówię ci. To był psychol. A w Dystrykcie 3 jest ich bez liku.
– Masz kogoś podejrzanego z Dystryktu?
– Ile razy mam się powtarzać?! Tam był policjant. Przynajmniej ten człowiek był ubrany w mundur i miał radiowóz. W rejestracji było Z, 9 i 4. To, że nie spałem nie znaczy, że zrobisz ze mnie idiotę! – uniósł się Tynan.
– Świetnie! Nie mówiłeś wcześniej o rejestracji. Jesteś pewien, że to były te?
– Tak. Zet mogło mi się pomylić z dwójką.
– Rejestracja twojego motocykla też ma te znaki – zauważyła Nantez.
– Czy ty coś sugerujesz?
– Zabiłeś ją, wróciłeś do domu, zostawiłeś motor, i poszedłeś powrotem na miejsce zbrodni, a teraz zgrywasz drugą ofiarę strasznego gliny.
– I myślisz, że byłbym na tyle głupi, żeby podać swoje numery?
– Nie na darmo dałam cię do tamtej celi.
Aidena zatkało. Czyżby namieszało mu się w głowie? Nie, nie on jej nie zabił. Błądził nerwowo oczami po czym przyszła mu rozsądna riposta.
– Gdyby tak było, mielibyście wszystko na tej swojej chipowej nawigacji. To tylko zbieg okoliczności – przerwał na chwilę, by napić się kawy – z tą rejestracją – jego ciało i myśli odmawiały mu posłuszeństwa.
– Powiem ci coś – położyła ręce na stole i spojrzała mu prosto w oczy – nie wierzę w zbiegi okoliczności.
– Nie no to jakaś kpina! Po cholerę szedłem do tej łazienki- Aidenowi puściły nerwy.
Wmawiają mu wersję wydarzeń, która nie miała miejsca i pewnie chronią swojego koleżkę, który to zrobił. Zaczęły mu się trząść dłonie.
– Poszedłeś za nią, podobało ci się! – próbowała go sprowokować.
– Co miało mi się podobać? Wystrój wnętrza? Nie jestem psycholem!
– Co poczułeś potem?
– Nie będę brać udziału w twoich słownych gierkach, potem, czyli konkretnie kiedy?
– Kiedy ją – czekała aż dokończy.
– Zobaczyłem? Strach, wstręt, stres, bezradność, wszytko co negatywne naraz, nadal to czuję – znów wróciły do niego obrazy zbrodni, a jego ciało przeszył dreszcz.
Był niewinny, a mimo to szef  kazał go trzymać następny dzień, by dać mu czas na przemyślenia i przesłucha go osobiście wieczorem. Na końcu musi zasiać w nim wątpliwość i wzbudzić niepewność.
–  Zdajesz sobie sprawę, że prędzej czy później patolog odnajdzie niepodważalny dowód?
– Tego już za wiele! – wstał gwałtownie i kopnął krzesło – jestem niewinny! To tylko nieodpowiednie miejsce i czas! – złapał się za głowę i chodził niespokojnie.
– Uspokój się.
– Oskarżacie mnie o coś czego nie zrobiłem! Jak mam siedzieć spokojnie?! Jak do kurwy nędzy?! – ogarnęła go furia. Uderzył pięścią w szklaną ścianę. Na pewno ucierpiał bardziej niż ściana, ale wyładował się odrobinę.
– Z racji tego jak się zachowałeś musisz pozostać w areszcie przez dwadzieścia cztery godziny. Takie są procedury – podeszła do niego i wyciągnęła kajdanki – odwróć się.
Aiden wykonał polecenie, ale wewnątrz cały się gotował.
– Sprowokowałaś mnie ty fałszywa suko! – skapował Tynan.
– Wykonałam rozkaz. Dla mnie jesteś niewinny, ale muszę słuchać szefa. Przykro mi.
– Przepraszam, nie powinienem tak mówić, ale chyba wiesz jak się czuję?
– Mogę to sobie tylko wyobrazić. Spróbuj się zdrzemnąć – powiedziała w drodze do jednej z cel aresztu tymczasowego.
– To będzie trudne zadanie – rzekł kiedy został zamknięty wraz z innymi zatrzymanymi i próbował zasnąć wciąż dręczony przez ostatnie przeżycia.

Następnego dnia przyszedł po niego policjant. Na plakietce miał napisane Dover. Kiedy Aiden zobaczył jego sylwetkę od tyłu już wiedział z kim ma do czynienia. To był on. To był morderca.

3 thoughts on “Anatomia Zbrodni

  1. Niezłe opowiadanie, nawet wciągające. Miałam zamiar przekopać się przez wszystko i pod najnowszym postem dać komentarz, ale jednak pozwolę sobie zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

    „Zaczął chodzić tam i z powrotem próbując odłączyć się od męczących dźwięków perforacji jelit czy syku płuc.” – sądzę, że miałaś na myśli perystaltykę, perforacja to uszkodzenie/pęknięcie 😉
    „To pytanie jest czysto teoretyczne.” – a nie retoryczne?
    „Rejestracja twojego motocyklu też ma te znaki.” – fleksja. Motocykla, nie motocyklu.

    To tyle, idę czytać Agenta od początku do końca, spodziewaj się co najmniej jeszcze jednego komentarza. Pozdrawiam 🙂

  2. Historia wciągająca już od kilku pierwszych zdań! Po zaczęciu nie chciałem przestać czytać i za szybko się skończyło. Zdecydowanie potrzebna jest kontynuacja tej opowieści!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Message *
Name*
Email *