Wena i Raven

Opowiadania, które wciągają wszechświat

Krzywe zwierciadło rzeczywistości cz.3

Cześć! Wielki powrót! Trudność pogodzenia wszystkiego ze sobą dała mi w kość. Nawał obowiązków: praca-studia-dom uniemożliwiły pisanie na dość długo. KONIEC TEGO! Postaram się wszystko pogodzić i znów zająć się tym, co lubię. PISANIEM. Wiele wydarzeń miało ostatnio miejsce w moim życiu. To coś, do czego trzeba się przyzwyczaić i doskonale zorganizować sobie czas. Kiepsko mi z tym idzie, ale postaram się ogarnąć. Teraz koniec marudzenia. Zapraszam na najnowszą część opowiadania 😀

Zaraz po pogrzebie, kiedy wszyscy składali kondolencje, byłem obserwowany przez trzech mężczyzn i kobietę. Podeszli do mnie, gdy reszta uczestników oddaliła się.
– Śmierć Twojej siostry nami wstrząsnęła – odezwał się jeden z panów, którego budowa była bardziej wątła od pozostałych.
– Pracowała z nami, jej bystrość wiele razy pomogła nam rozwikłać ciężkie sprawy – rzekł drugi drżącym głosem.
– Aż w końcu ją dorwali – powiedziałem przez zęby poruszony przez gniew, który wtedy dopiero kiełkował.
Koledzy Moniki popatrzyli po sobie ze zdziwieniem.
– Więc ty też nie wierzysz w oficjalną wersję?  – szepnęła kobieta, mimo że nikogo oprócz nich już nie było.  Pewnie też czuli się zagrożeni. Dopiero teraz miałem okazję przyjrzeć się koleżance Moniki. Siostra często o niej wspominała, ale nigdy nie mówiła, że jest tak piękną kobietką. Wzgardziłem sobą. Jak mogę zaraz po śmierci Moniki oglądać urodę jej koleżanki?! Instynkt mężczyzny wygrał i przyglądałem się jej, co trwało może góra 5 sekund. Ciemniejsza cera, piękne niebieskie, wyraziste oczy i pełne usta na drobnej twarzyczce robiły piorunujące wrażenie. Gęste pofalowane włosy spadały lekko na twarz, a figury mogłaby jej zazdrościć sama Afrodyta.
– Oczywiście, że nie. Może i nie siedzę za bardzo w temacie politycznych gierek, ale znam – zamilkłem na chwilę czując ból na wskroś przeszywający moją duszę na myśl że Moniki już nie ma – znałem moją siostrę. Nigdy w życiu nie zdradziłaby Marcina, była z nim szczęśliwa. Nie miała powodu odbierać sobie życia.
W moich oczach pojawiły się łzy. Mówić w czasie przeszłym o kimś do kogo tydzień temu szedłem z czekoladkami było czymś niewyobrażalnym.  To wszystko było przed tym jak Marcin się załamał. Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia, że zaangażuję się w śledztwo przyjaciół Moniki. Oni już wiedzieli.

Tydzień po pogrzebie wracałem z pracy. Przeprowadziłem się do mamy, a swoje mieszkanie wynająłem. Pomagałem z dziećmi i Marcinem. W drodze zaczepiła mnie koleżanka Moniki. Tak dokładnie, ta sama piękność, która zwróciła moją uwagę na pogrzebie.

– Cześć, pamiętasz mnie z pogrzebu? – zagadała.
– Cześć, tak, ale nie przedstawiłaś mi się.
– Dagmara jak się trzymasz?
– Maks. Pewnie wiesz. Monika na pewno o mnie opowiadała – westchnąłem i znów zanurzyłem się w bolesnych wspomnieniach – a jak mam się trzymać? Chodzę do pracy, wracam do domu i tak w kółko. Potrzebuję czasu, żeby się pozbierać a atmosfera w domu nie pomaga. Mama cały czas płacze, Marcin coraz bardziej się załamuje, nawet w dzieciakach nie ma już tyle energii co wcześniej. Nie wiem po co ci to mówię. Przepraszam.
– Byłam jej przyjaciółką nie masz za co przepraszać – uśmiechnęła się niepewnie, ale w jej oczach zauważyłem smutek.
– Wpadliśmy na pewien trop – jak maczetą ucięła temat żałoby, a we mnie wezbrała fala, wręcz tsunami gniewu.
-Ani słowa więcej! Chcecie skończyć tak jak ona?! – uniosłem głos jednocześnie mówiąc przez zęby, brzmiąc lekko jak jeden z orków służących Sauronowi.

-Musimy zawalczyć o sprawiedliwość! Nie możemy pozwolić, żeby jej śmierć poszła na marne! – Dagmara była zawzięta. W tej chwili przypominała mi Monikę.

-Nic nie wróci jej życia, a jeśli wam jest ono miłe, to lepiej zostawcie to w spokoju. Nie chcę, żeby jeszcze ktoś cierpiał.

-Pomyśl ilu ludzi ludzi jeszcze ucierpi jeśli potwory takie jak Dariusz Inko będą chodzić wolno – jej ton stał się pretensjonalny.

Dariusz Inko. To był pierwszy raz kiedy usłyszałem to nazwisko. Nie znałem go wtedy. Stanowił dla mnie anonimowy nic nie znaczący byt.

-Nie obchodzą mnie inni. Obchodzi mnie to, że moja siostra nie żyje i nic jej nie ożywi! Łzy napływały mi znów do oczu. Dagmara wytrąciła mnie z równowagi.

-Zostawcie to proszę – mój głos stał się teraz żałosny jakby skomlał szczeniak.

– Z relacji Moniki wydawało się że jesteś inny, że nie chowasz głowy w piasek, że będziesz chciał uczcić jej pamięć – przestała na chwilę mówić – myliła się co do własnego brata – rzekła z dezaprobatą.

To sprawiło, że bagaż negatywnych emocji wybuchł i utworzył falę uderzeniową.

-Jak śmiesz tak mówić?! Nie masz zielonego pojęcia o naszej relacji! O niczym! Nie waż się tu więcej pojawiać! Nigdy! – nawrzeszczałem, odwróciłem się i poszedłem szybkim krokiem prosto domu. Do domu, w którym panowała grobowa cisza. Cisza, którą od czasu do czasu przerywało czyjeś szlochanie, a nawet płacz. Kiedy widziałem mamę, Marcina czy dzieciaki, nie byłem w stanie wymówić słowa. Każdy był pogrążony w żalu, zakopany gdzieś we wspomnieniach, na tyle dobrych, że nie chciało się wracać do ponurej rzeczywistości. Wszedłem do kuchni. Mama siedziała z brodą podpartą o dłoń. Jej głowa była spuszczona, a na stole szkliły się krople łez.

-Dzień dobry – powiedziałem niewyraźnie, wprost nie mogąc uwierzyć, że zdecydowałem się odezwać.

Mama podniosła na chwilę wzrok. Miała opuchnięte oczy, czerwone od płaczu, a wyschnięte usta prawie pękały.

-Zjesz coś? – zapytała.
– Nie, nie jestem głodny – uśmiechnąłem się, ale to był desperacki, wymuszony uśmiech, bardziej podobny do grymasu.
Poszedłem do siebie na górę. Położyłem się na łóżku, rozważając to, co powiedziała do mnie Dagmara. Znów myśli wzbudziły moje, już wcześniej rozchwiane emocje. Poczułem nagle palącą potrzebę napicia się czegoś z procentami. Nie, nie mam tak często. Bar był niedaleko, więc wstałem ociężale i ruszyłem leniwie w jego kierunku. Było przytulnie i spokojnie. W tle grała piosenka, śpiewana przez wokalistkę z wyjątkowo charyzmatycznym głosem. Poprosiłem o drinka. Sączyłem powoli przez słomkę, myśląc o wszystkim i o niczym zawieszony między biernością a beznadzieją. Odgrywałem w głowię scenę z Dagmarą, wciąż słysząc wypowiadane przez nią słowa. Zamówiłem drugiego drinka, tym razem mocniejszego. Zaczęło mi lekko szumieć w głowie, a mięśnie zaczęły się błogo rozluźniać. Do knajpy wszedł typ, który słynął z tego, że zawsze ma ze sobą jakiś towar. Przypomniała mi się sytuacja z Moniką, gdy młodzieżowa ciekawość popchnęła nas do spróbowania zioła. Zjaraliśmy się tak, że mieliśmy dookoła inną rzeczywistość i podobno zaczepialiśmy wszystkich na ulicy mówiąc, że obcy atakują. Może przydałoby mi się takie oderwanie od rzeczywistości? Mając w głowie anioła stróża mówiącego: „Bądź odpowiedzialny”, zdobyłem się na odwagę i podszedłem do dilera.
– Miałbyś może ziele- spytałem szeptem.
– Tak, ale chodź na zaplecze.

Krótko, zwięźle i na temat. Po udanej transakcji opuściłem bar i poszedłem do pobliskiego parku. Tam odpaliłem jointa zapomnienia.
– Ten buch za Ciebie siostrzyczko – kolejny już raz zaciągnąłem się.
Niby szedłem po ścieżce ale jakbym unosił się lekko nad nią. Położyłem się na ławce. Gwiazdy lśniły i zaczęły niebezpiecznie wirować i zbliżać się do mnie powoli. W mojej głowie zaczęły rozbrzmiewać tylko dwa słowa. Dariusz Inko. Dariusz Inko. Dariusz Inko……

Zapraszam również na lekturę opowiadania „Deklaracja niepodległości”. Znajdziecie je tu: Deklaracja niepodległości 

3 thoughts on “Krzywe zwierciadło rzeczywistości cz.3

  1. Wreszcie znalazłam chwilę, żeby przeczytać ten tekst, a przymierzałam się do niego, odkąd zobaczyłam, że wreszcie coś się tu zadziało. Jak zwykle mam trochę uwag…

    „Siostra często o niej wspominała, ale nigdy nie mówiła, że jest tak piękną kobietką (…) Jak mogę zaraz po śmierci Moniki oglądać urodę jej koleżanki?!” – kobietką? W tym kontekście „kobieta” chyba zabrzmiałaby lepiej. A urodę raczej się nie tyle ogląda, co podziwia.

    „Gęste pofalowane włosy spadały lekko na twarz” – raczej powinny opadać, staraj się unikać takich drobnych kiksików, to uprzyjemni odbiór całości.

    „Może i nie siedzę za bardzo w temacie politycznych gierek, ale znam” – w tym miejscu powinien być trzykropek, skoro bohater urwał w połowie, a potem się poprawił.

    „Tak dokładnie, ta sama piękność” – interpunkcja mi tu nie gra. Przecinek powinien być po „tak” na pewno, po „dokładnie” opcjonalnie, w zasadzie i z, i bez by to wyszło.

    „Dagmara jak się trzymasz?” – tu Ci chyba czegoś zabrakło. Kropki albo przecinka, choć osobiście stawiałabym na kropkę. Zazwyczaj nikt nie przedstawia się i od razu zmienia temat na jednym wydechu, wypadałoby to zaznaczyć.

    „brzmiąc lekko jak jeden z orków służących Sauronowi” – stylistycznie lepiej wyglądałoby „brzmiałem”, poza tym bardziej „nieco” lub „odrobinę”, „lekko” tu średnio pasuje.

    „Dariusz Imglat będą chodzić wolno (…) Dariusz Inglant.” – po przeczytaniu całego tekstu wiem już, która wersja nazwiska jest poprawna, ale zwracam uwagę na literówkę, bo na tym etapie była myląca.

    „mój głos stał się teraz żałosny jakby skomlał szczeniak” – „żałosny jak skomlenie szczeniaka”.

    „nawrzeszczałem, odwróciłem się i poszedłem szybkim krokiem prosto domu” – nawrzeszczeć można na kogoś, w tym kontekście prędzej „wywrzeszczałem”.

    „Znów myśli wzbudziły moje, już wcześniej rozchwiane emocje” – myśli mogły co prawda wzbudzić jakieś tam emocje, ale „wcześniej rozchwiane” może prędzej pobudzić czy coś w tym guście? Mam trochę problem z tym sformułowaniem, na pewno wiem, że mi nie gra.

    „Poczułem nagle palącą potrzebę napicia się czegoś z procentami. Nie, nie mam tak często” – to drugie zdanie zabrzmiało, jakby narrator opowiadał wszystko słuchaczowi, który przy wzmiance o „procentach” popatrzył na niego z politowaniem. Lepiej byłoby np „Nieczęsto mi się to zdarza”

    „piosenka, śpiewana przez wokalistkę z wyjątkowo charyzmatycznym głosem” – nie jestem pewna, czy głos może być charyzmatyczny… Ale być może tu czepiam się na wyrost.

    „Mając w głowie anioła stróża mówiącego” – „słysząc” prędzej. A z tym aniołem bym się tak nie rozpędzała. Równie dobrze mógł to być głos rozsądku, sumienia czy po prostu głos.

    Pominęłam już te mniej rażące braki w interpunkcji i jakiś zabłąkany ogonek.
    Przepraszam najmocniej, że się tyle czepiam, ale to chyba z troski 🙂 Fajny masz styl, całkiem nieźle prowadzisz narrację, ale powinnaś popracować nad takimi właśnie drobnymi błędami. Niektóre bardziej przeszkadzają, inne mniej, ale mimo wszystko dobrze by było ich unikać, będzie się lepiej czytało. A jeśli próbować swoich sił np w konkursach czy nawet u wydawnictw, tym bardziej warto zwracać uwagę na wszelkie niedociągnięcia, żeby nie przekreślić swoich szans. Zanim uznasz tekst za skończony, spróbuj może dać sobie czas na odpoczynek od niego, żeby potem spojrzeć świeżym okiem i poprawić, co jest do poprawy 🙂
    Brzmię trochę, jakbym wszystkie rozumu pozjadała, wybacz… Ale też wciąż pracuję nad warsztatem i cóż, widzę to i owo 😉

    Życzę owocnej współpracy z Weną! Pozdrawiam 🙂

    1. Dziękuję. Trochu mnie załamałaś, ale rzeczywiście, pisałam to na szybko i nie sprawdzałam za bardzo :/. Następnym razem muszę dokładniej usiąść nad tekstem i przeczytać go kilka razy zanim opublikuję.

      1. Zawsze najlepiej dać głowie odpocząć od tekstu i sprawdzić np za kilka godzin czy nawet następnego dnia, dużo łatwiej wyłapać błędy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Message *
Name*
Email *