Wena i Raven

Opowiadania, które wciągają wszechświat

Agent. Część czwarta.

Po dość długiej przerwie, w końcu napisałam kolejną część Agenta. Zawirowania rzeczywistości negatywnie wpływały na mój kontakt z Weną, ale na szczęście udało się. Zapraszam do przeczytania i skomentowania 🙂

Wiadomość o morderstwie szybko się rozeszła i dotarła do władz miasta. Podwoiły się straże. Mimo to, agent odniósł upragniony skutek – książę zmienił trasę i będzie przechodzić przez targ. Informatorzy nie mieli co do tego żadnych wątpliwości, więc Egon przygotowywał misterny plan. Przechwycenie wiadomości było kluczowe. Cągłe napięcia spowodowały rozpoczęcie wyścigu zbrojeń. Wojna wisiała na włosku. Było pewne, że wybuchnie. Niewiadomą stanowiła tylko data i to kto rozpocznie natarcie. W wiadomości musiał znajdować się rozkaz, który wpłynie na dzieje świata. Ważny w całej przepychance był on – Egon. Kiedy skradnie wiadomość, wszystko ulegnie zmianie.

Przygotowania pochłonęły całą jego uwagę. O Jacoba był spokojny, znajdował się w rękach podległych mu informatorów. Zabezpieczył się na każdą możliwość. Schował kilka sztyletów w pochwy, które umocował do pasa znajdującego się pod wierzchnią szatą. Całe ubranie nie rzucało się w oczy, ponieważ każdy mieszczanin mógł sobie na takie pozwolić. Dokładnie taki efekt chciał uzyskać Egon, bowiem nie mógł sobie pozwolić na brak anonimowości. Wziął głęboki oddech i ruszył w stronę targu, wciąż rozmyślając nad różnymi scenariuszami jakie niebawem mogą się odegrać.

Stoiska były ciasno rozłożone, jedne przy drugich. Sprzedawcy przekrzykiwali się wzajemnie, by przyciągnąć jak największą rzeszę klientów. Stragany raziły w oczy jaskrawymi kolorami. Egon mijał sprzedawców owoców, warzyw, tkanin, ubrań, broni, mięsa i wielu innych.  Zapachy unoszące się w powietrzu tworzyły dziwnie przyjemną mieszaninę, która jakby zachęcała do sprawunków. Ludzie obijali się o siebie pochłonięci zakupowym szałem. Egon szedł wśród nich, udając, że również jest zainteresowany towarami. Jednocześnie jednak bacznie obserwował cały teren, by nie przeoczyć księcia i jego świty zmierzających do stajni. Monarcha był tak wygodny, że nie chciał mieć na zamku cuchnących koni. Agent oglądał materiały, tu pytał o jakość mięsa, aż w końcu usłyszał z daleka: „Rozejść się!” To musiała być eskorta wraz z księciem. Konieczne było zrobienie zamieszania, by stworzyć tłum. Rozglądał się za możliwymi rozwiązaniami i postanowił przewrócić stragan, tak, by towar zastawił drogę. Musiał jednak zrobić to tak, żeby nie dało się zidentyfikować sprawcy. Zarówno klienci jak i sprzedawca byli zajęci transakcją. Wszedł pod stragan, wyjął sztylet i zaczął ciąć cienką drewnianą nóżkę. Szybkimi ruchami piłował raz w jedną, raz w drugą stronę. Widział, że eskorta jest coraz bliżej. Egon całą swoją siłę włożył w piłowanie. Wiedział, że ma niewiele czasu i obmyślił kolejny krok. Stoisko z owocami zaczęło się przechylać. Wyszedł spod spodu od boku, by nikt nie zwrócił na niego uwagi. Eskorta była coraz bliżej. Agent wrócił do stoiska i czekał na odpowiedni moment. Kopnął podpiłowaną nóżkę. Stragan runął , owoce spadły i potoczyły się po bruku. Egon udawał, że potknął się i runął jak długi prosto przed nogami księcia.
– Co za niesubordynacja – oburzył się agent, podniósł się i otrzepał kurz z szat.
– W pełni się zgadzam – powiedział książę z dworską manierą w głosie.
Za mężczyznami biegał zdezorientowany sprzedawca i zbierał owoce. Egon musiał działać szybko i dyskretnie.
– O książę, co za zaszczyt – ukłonił się z uśmiechem, a w myślach klął, że musi to robić.
Jednak dzięki temu zauważył wiadomość. Była schowana do skórzanego pokrowca, który nie został zamknięty wiekiem. Przygotował papirus na zmianę. Eskorta księcia zaczęła odpychać ludzi i robić miejsce.
– Cóż nie będę księcia zatrzymywać, bądź zdrów – po raz kolejny się ukłonił się i stanął nogą na owocu,  udając, że upada. Miał kilka sekund, by zabrać papirus i zamienić na jego podróbkę. Udało się. Znów leżał rozciągnięty na drodze. W tym czasie ręcę miał pod brzuchem, tak że nikt nie zauważył zamiany.  Prawdziwa wiadomość spoczywała już w rękawie Egona.
– Przeklęte owoce, gdzie sprzedawca?! – krzyknął agent.
Książę chwycił pokrowiec z wiadomością, skrzywił się i ruszył w dalszą drogę.

Egon pokręcił się jeszcze chwilę po targu i poszedł do kwatery przygotowanej przez informatorów. Był już spakowany i przygotowany do drogi. Jacob również czekał na niego. Agent rozwinął papirus. ” Formacja wojsk rozpoczęta. Generale proszę zacząć przegląd. Mamy niewiele czasu na uderzenie. Szpiedzy są wszędzie. Niektóre jednostki już ruszyły. ”
Był w szoku. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że wojna jest aż tak blisko. Przepisał tekst wiadomości i przygotował swojego sokoła, by dostarczył pismo królowi. Sam wziął oryginał i ruszył w rogę do Ojczyzny. Wraz z nim wyruszył Jacob. Król nie lubił złych wiadomości. Egon wracał z dwiema.

4 thoughts on “Agent. Część czwarta.

  1. „Zabespieczył się na każdą możliwość.” – ortograf, „zabezpieczył” przez Z.
    „Monarchia była tak wygodna, że nie chciała mieć na zamku cuchnących koni.” – mam wątpliwości co do tej monarchii, to raczej ustrój, a jeśli chodzi o osoby, to „monarcha” czy „monarchowie”.
    „Konieczne było zrobnienie zamieszania, żeby ludzie zrobili tłum.” – „żeby ludzi zrobili tłum”? Brzmi to dość kulawo i niefortunnie…
    „Stoiskoz owocami zaczęło się przechylać.” – uciekła Ci spacja.
    „Była schowana w skórzany pokrowiec, który nie został zamknięty wiekiem.” – albo „schowana w skórzanym pokrowcu”, albo „schowana do skórzanego pokrowca”, niestety fleksja tutaj poległa.
    „po raz kolejny się ukłonił się i stanął nogą na owocu, znów udając upadanie.” – „udając upadanie”… No nie, lepiej by było „udając, że upada” albo coś w tym stylu.
    „Król nie lubiał złych wiadomości. Egon wracał z dwoma.” – po pierwsze, kolejny ortograf, „lubił”, nie „lubiał”. Po drugie, „z dwiema” wiadomościami, „z dwoma” raczej w przypadku rzeczowników męskoosobowych.
    No i mam pewne wątpliwości w stosunku do sokoła, te ptaki raczej do polowań niż przekazywania wiadomości… Ja wiem, że najszybciej latają, a skoro u Martina mogły być kruki… Ale gołębie wciąż się sprawdzają 😉

    Pracuj nad stylem i się nie poddawaj, masz potencjał 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  2. Btw piszesz od razu na stronie czy korzystasz z jakiegoś edytora tekstu? Bo swoją drogą to dziwne, że nie poprawia Ci błędów…

  3. Dzięki za uwagi, zabieram się za poprawianie. Właśnie ostatnio piszę bezpośrednio do edytora bloga :/ z marnym skutkiem jak widać. Patrzę jakie głupie błędy popełniam i mi się chce płakać XD Nie będę jednak się poddawać, dziękuję za doping 🙂

  4. Witaj, Raven. Długo nie odwiedzałem twojego bloga, więc czas nadrobić zaległości. Każdy twój kolejny wpis zaciekawia mnie co raz bardziej. Tak jak książka, którą kiedyś przeczytałem, choć bardzo czytać nie lubię, a przeczytanych książek w całym życiu mógłbym policzyć na palcach jednej ręki.

    Na swoim blogu przygotowuje się również do nadrabiania zaległości w pisaniu historii. Zatem jak kiedyś mnie odwiedzisz, daj znać. Pozdrawiam i pisz dalej 🙂

    http://www.gdyciebiepoznalem.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Message *
Name*
Email *