Wena i Raven

Opowiadania, które wciągają wszechświat

Krzywe zwierciadło rzeczywistości cz.2.

Kolejna część. To opowiadanie samo się pisze. Jestem nim tak pochłonięta, że gdy tylko skończę jedno zdanie, moja ręka pisze już następne. To się nazywa Wena! Jestem zadowolona z efektu. Teraz oddaję kolejną część do Waszej dyspozycji 🙂

W mediach alternatywnych pracowała moja siostra. Tak, pracowała. Już nie pracuje, bo została zamordowana przez tych…tych… skurwieli bez skrupułów. Cisną mi się gorsze epitety na usta, ale zatrzymam je dla siebie. Monika miała 27 lat. Była piękna.  Dbała o swoją rodzinę. Świetnie sprawowała obowiązki żony i matki. Trójka jej wspaniałych dzieciaków lgnęła do niej, gdy tylko wracała z pracy, biegły z góry i tuliły się. „Mamusiu, mamusiu, czy miałaś dobry dzień?”  Jej mąż – Marcin bardzo ją szanował. Tak ją kochał, że po tym wszystkim co przeszedł, wylądował w psychiatryku. Podziwiałem ją za to co robi. Te media to była jej pasja, życiowa misja. Pracowała tam z nadzieją na lepszą przyszłość, przede wszystkim dla swoich dzieci, ale także i innych ludzi. Sumiennie wykonywała swoją pracę. Poświęcała jej wiele. Czasem nawet przesadzała, siedziała po godzinach, lecz nigdy kosztem własnej rodziny. Od pewnego czasu rozpracowywała dobrze zapowiadającego się (według mainstreamu) polityka. Od razu nie spodobał jej się cwaniakowaty ton jego wypowiedzi i podstępny uśmieszek. Motywowało ją to, że może otworzy kilku ludziom oczy. Zmieni perspektywę ich postrzegania. Nie dorastałem jej do pięt, mimo że dobrze wiodło mi się w życiu zawodowym. Nie traktowałem  jednak pracy z takim podejściem jak ona. Dla niej to był sens życia, dla mnie, tylko zarabianie pieniędzy.

Sprawa, o której wcześniej wspomniałem, pochłaniała ją tak bardzo, że często nie spała po nocach, nie mówiąc już o jakiejś innej formie odpoczynku. Gdy nie pracowała nad sprawą, dbała o rodzinę. Zadzwonił do mnie Marcin. Zwrócił się do mnie z prośbą. Miałem odwiedzić siostrę i spróbować przegadać jej, żeby spuściła z tonu, odpoczęła. Umówiliśmy się, że zabierze dzieciaki do zoo i aquaparku, a ja odwiedzę Monikę. W ten pamiętny dzień kupiłem ulubione czekoladki siostry. Zachwycałem się pięknem pogody. Było ciepło, ale nie gorąco. Lekki wiaterek powiewał, orzeźwiając ciężkie powietrze. Na błękitnym niebie nie wisiała ani jedna chmurka. Gdy dotarłem na miejsce, zadzwoniłem do drzwi. Brak odzewu. Tym razem przytrzymałem guzik od domofonu trochę dłużej. Dźwięk dzwonka rozchodził się echem po mieszkaniu, jakby było puste. Po chwili zacząłem nerwowo szarpać za klamkę i wołać siostrę. Drzwi ani drgnęły. Obszedłem dom dookoła. Otwarte okno. Wzbudziło to moje zaniepokojenie. Moja siostra i szwagier pilnowali się z takimi czynnościami. Wiedzieli, że jej praca staje się coraz bardziej niebezpieczna. Szczególnie, że opublikowała już wiele artykułów popartych dowodami, które były niewygodne dla prominentnych polityków i osób biznesu. Spanikowałem. Dzwoniłem do Marcina. Nie odbierał. Pewnie beztrosko chlapał się wodą z dzieciakami. Bałem się widoku, który zastanę. Wolałem nie pakować się do domu, żeby nie zrzucić podejrzeń na siebie. Wiedziałem, że coś się stało. Zadzwoniłem na policję. Oczywiście nie wzięliby mnie na serio, więc zagrałem tak, żeby uwierzyli, że to ja mogę stanowić zagrożenie. Przyjechali w miarę szybko. Chociaż ciężko powiedzieć. Nie miałem wtedy wyczucia czasu. Wyjaśniłem im wszystko. Postanowili wejść do domu i zaraz wezwali posiłki. Według oficjalnej wersji moja siostra powiesiła się na skutek wyrzutów sumienia, które targały nią przez wielokrotną zdradę męża. Potem jednak zaczęło się coś znacznie gorszego. Oczrniano ją w mediach „gównego” nurtu. Na jej ciele znaleziono ślady siniaków, więc przypięto jej łatkę dziwki lubiącej ostre zabawy. W jej ciele znaleziono nasienie kilku mężczyzn, którzy oczywiście z pewnego względu byli nie do namierzenia. Marcina zaczęli prześladować dziennikarze. Strata ukochanej osoby to jedno, ale on musiał się uporać z tabunem ludzi, którzy brukali dobre imię jego żony.  Pierwszej i jedynej, którą tak mocno kochał. Im więcej czasu mijało, tym bardziej był wyniszczony. W końcu nie wytrzymał. Oddalał się od dzieci. Przestał się nimi zajmować. Nie jadł, cały czas leżał. Przestał się interesować czymkolwiek. Często sięgał po kieliszek. Sprzedał dom. Nie mógł żyć z myślą, że właśnie tam, w jego salonie postanowiła ze sobą skończyć najcenniejsza osoba w jego życiu. Wtedy wkroczyłem ja. Pomogłem mu, wysłałem go do specjalistów, ale obłęd Marcina zdawał się coraz bardziej pogłębiać. Razem z mamą postanowiliśmy zająć się dzieciakami, które  też swoje przeżyły. Szykany w szkole i cała ta tragedia sprawiły, że nie były takie same jak dawniej. Wyglądały jak skrzywiony obraz siebie samych. Chodziły w letargu, zatopione w mrocznych myślach, które trawiły ich umysły.

Mieliśmy wsparcie przyjaciół Moniki z redakcji. Porządni ludzie. Brakuje takich w dzisiejszych czasach. Wraz z nimi zacząłem przeglądać raporty policyjne i zdjęcia z miejsca zbrodni. Nie przypuszczał bym, że dom, który tak świetnie znałem i do którego chętnie wracałem, będę kiedyś nazywać „miejscem zbrodni”. Serce mi pękało, gdy patrzyłem na zdjęcia ciała mojej ukochanej, jedynej siostrzyczki. Tej samej, która dawała mi swoją ulubioną maskotkę, gdy nie mogłem zasnąć. Tej samej, która opatrywała mi rany po wielokrotnych upadkach na boisku. Tej samej, która zawsze mi kibicowała, gdy w siebie wątpiłem. Dochodzenie do prawdy pochłonęło mnie do reszty. Odłożyłem na bok swoje obowiązki i plany. Głęboki żal po stracie dał tą iskierkę, która dojrzewała i zmieniała się w pustoszący ogień gniewu. Dlaczego pustoszący? Bo nie kierowałem się niczym innym prócz chęci zemsty. Nie liczyło się dla mnie to, czy ludzie przejrzą na oczy. Nie byłem Moniką. Stałem się człowiekiem sterowanym nienawiścią, która kiełkowała wraz z postępami w naszym samozwańczym śledztwie.

…Ciąg dalszy nastąpi…

Mam nadzieję że opowiadanie się podobało. Polecam Anatomię Zbrodni: http://wenairaven.dgdev.pl/index.php/anatomia-zbrodni/ Zapraszam do komentowania i polecania swoim znajomym. Dzięki 😉

8 thoughts on “Krzywe zwierciadło rzeczywistości cz.2.

  1. „Jej mąż – Marcin bardzo ją szanował” – skoro już zdecydowałas się użyć myślnika, w tym akurat wypadku po imieniu powinien być drugi.
    „Nie traktowałem jednak pracy z takim podejściem jak ona.” – „w taki sposób jak ona”/”tak jak ona”/”nie miałem do pracy takiego podejścia jak ona”. Traktowanie czegoś „z podejściem” brzmi trochę kulawo.
    „Otwarte okno. (…) Moja siostra i szwagier pilnowali się z takimi czynnościami.” – lepiej byłoby „z takimi rzeczami”, ponieważ nie wskazałaś tu na konkretną czynność, jaką zapewne miało być zamknięcie okna, a jedynie zaznaczyłaś, że było otwarte.
    „Oczrniano ją w mediach „gównego” nurtu.” – zgubiłaś „e”, a potem „ł”.
    „W jej ciele znaleziono nasienie kilku mężczyzn” – interesujące, wynikałoby z tego, że nie tylko wielokrotnie zdradzała męża, ale robiła to w ostatnim czasie nie dość, że wiele razy, to z różnymi facetami (no albo był zbiorowy gwałt), w końcu nasienie nie pozostaje w drogach rodnych kobiety na wiek wieków, żeby dało się wykryć ślady wszystkich domniemanych partnerów stosunków z przeszłości. Radziłabym doprecyzować następnym razem implikacje opisanego faktu albo pilnować się, żeby nie wyszło science fiction tam, gdzie w zamyśle miało go nie być 😉
    „(…) brukali dobre imię jego żony. Pierwszej i jedynej, którą tak mocno kochał.” – pierwszej i jedynej kobiety czy żony? Bo tutaj z kontekstu wynika, że była jego pierwszą żoną, a jak rozumiem, nie ożenił się ponownie 🙂
    „Wraz z nimi zacząłem przeglądać raporty policyjne i zdjęcia z miejsca zbrodni” – ale że jak, oprócz przyjaciół w redakcji miał też przyjaciół w policji czy hakerów, którzy wykradli dane? Akta sprawy nie powinny być ogólnie dostępne, nawet brat by ich nie dostał ot tak, chyba że od znajomego, bez wiedzy przełożonych.
    „Nie przypuszczał bym” – o, a tu „przypuszczałbym” raczej powinno być razem, niezależnie od tego, co sądzą wszystkie słowniki i autokorekty. Ostatnio przekonałam się, że nie wiedzą też, co to rukola czy cykoria, więc stuprocentowo ufać im nie można 😛

    Przepraszam, że się tak czepiam dosłownie wszystkiego, ale jestem przeczulona. Już słyszałam od znajomego, że mogłabym być edytorem 😛 Ale naprawdę robię to, bo liczę, że pomogę i na przyszłość będzie lepiej 🙂
    Opowiadanie się fajnie czyta, fabuła się dobrze zapowiada 🙂 I tak, takie, które się same piszą, są najlepsze 😀 Jak powiedział któryś z moich ulubionych pisarzy, bohaterów się nie wymyśla, tylko za nimi podąża – i ja się pod tym podpisuję, z doświadczenia wiem, że takie historie wychodzą najlepiej 😀

    Pozdrawiam i Weny życzę!

  2. Jak zawsze dziękuję za wszystkie uwagi 😀 Jeśli chodzi o to nasienie i skąd mieli raporty wyjaśni się w kolejnej części 😉 Miedia gównego nurtu to wyrażenie potępienia/zakpienia bohatera, który opowiada swoją historię. Reszta do poprawy 😀 Dzięki i pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Message *
Name*
Email *