Wena i Raven

Opowiadania, które wciągają wszechświat

Agent. Część pierwsza.

Wszedł do karczmy i ogarnął wzrokiem całe jej wnętrze. Kątem oka zauważył, że ktoś zakrywa twarz gazetą, a potem cały drży. Jak zwykle panował istny chaos. Tu jeden wszczyna bójkę, tu drugi krzyczy, bo przegrał w karty, a tu trzeci pada upity na podłogę. Podchodząc do karczmarza musiał  przejść nad zapijaczonym mężczyzną. Zamówił to co zawsze – piwo z sokiem malinowym. Przechodząc znów obok tajemniczego nieznajomego, zerknął na niego z góry. Wzrokiem uchwycił bujną, czarną czuprynę i długi zadarty nos. Przeczucie mówiło mu, że skądś zna tego człowieka. Zajął takie miejsce, by mieć go na oku i czekał, popijając przy tym piwo. Po kilku chwilach dosiadła się do niego kobieta i powiedziała:
– Kruk pilnuje skarbu.
– A wróbel próbuje go ukraść – odpowiedział, a kobieta uśmiechnęła się kątem ust.
– Mam dla ciebie kilka informacji – zaczęła.
– Zamieniam się w słuch – rzekł, wypił parę łyków piwa, nie spuszczając wzroku z nieznajomego. Szukał go w swojej pamięci.
– Powiadają, że jesteś najlepszy, a nawet nie słuchasz swojego informatora?- zirytowała się kobieta, widząc, że jej rozmówca nie zwraca na nią uwagi.
– Jako najlepszy, mam podzielną uwagę. Mów co wiesz – powiedział obojętnie, wciąż usiłując sobie przypomnieć kim jest człowiek z bujną czupryną i zadartym nosem. ” Skąd ja go znam? Dlaczego się przede mną zakrył? Czemu jego ręce trzęsą się jak galareta a oczy błądzą chaotycznie po gazecie?”
– Są dwie drogi – zaczęła informatorka, a mężczyzna spojrzał na nią, by znów nie zwróciła mu uwagi – jedna wiedzie przez targ. Tam łatwiej będzie przechwycić wiadomość. Nie mamy jednak pewności czy nie wybierze trasy, która wiedzie przez boczne alejki na południe od rzeki. Innych dróg nie może wybrać. Będzie z czteroosobową eskortą.
– Dziękuję. Która droga jest bardziej ryzykowna według nich? – spytał i popatrzył na nieznajomego.
„Wciąż tam siedział. Musiał go znać. Inaczej facet nie zachowywałby się w taki sposób. I ten nos. Tak! To jego podwładny Jacob. Nagle wszystko stało się jasne. To dezerter. Przypomniał sobie nos, ale gdy wypełniali razem misję zdrajca miał wtedy blond włosy. Wyjaśniły się też chaotyczne ruchy gałek ocznych. Ten pacan tylko udaje, że czyta.  Wiedział, że Jacob nie zna ani jednej litery. W jego randze ta umiejętność nie była wymagana. Musi zaprowadzić go przed oblicze króla. Najpierw jednak wypełnienie misji. Upiecze dwie pieczenie przy jednym ogniu.
– Targ. Bardziej zatłoczony, więcej ludzi do skontrolowania. W alejkach jest możliwość ataku ze wszystkich stron, ale nie ma tylu ludzi a niektóre dojścia mogą zostać zamknięte lub strzeżone.
– Jesteś dobrze poinformowana – uśmiechnął się cwaniacko – trzeba będzie zmienić ich zdanie. Dziękuję za informacje.
– Taka moja praca. Do zobaczenia – rzekła pogodnie kobieta, wstała i dla niepoznaki podeszła do karczmarza złożyć zamówienie.
On skupił się już tylko na jednym. Jacob.

…Ciąg dalszy nastąpi….

1 thought on “Agent. Część pierwsza.

  1. Tylko jedna uwaga, to najbardziej rzuca się w oczy:
    "popatrzył na nieznajomego (…) Musiał go znać." – trochę niefortunnie to brzmi, no bo w końcu znajomy czy nie?
    Idę dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Message *
Name*
Email *